Sławne Czasy Roberta Onetwo

Slawne Czasy

Robert Onetwo

Rozdział IV

Główny trakt prowadzący na północ musiał być dosyć popularnym szlakiem, gdyż po drodze minęło nas kilka wozów zaprzęgniętych w czteronożne, bliżej mi nieznane stworzenia. Żałowałem trochę widoku pięknych gór znikających za moimi plecami. W głowie kołatały mi się różne myśli. Może lepiej zostać w osadzie? Albo udać się do którejś z kopalń? Po co ja w zasadzie idę na północ? Co mnie tam czeka? Z zamyślenia wyrwał mnie Felek:

– Chyba ktoś tu zapomniał, że mam dostęp do wszystkich jego myśli. 

No tak, zero prywatności – pomyślałem, po czym przełknąłem ślinę, gryząc się w język.

– Wahać się to żaden wstyd, oznacza, że starasz się podjąć najlepszą decyzję. Nie krępuj się moją obecnością, pamiętaj, że widziałem wiele z twoich myśli z przeszłości, śledziłem też myśli tysięcy innych ludzi, wiem jak mało kto, jak często toksyczne koncepcje wpadają wam do głowy. 

– Nie wstydzę się ciebie, a jednak pewnie rozumiesz, jak bardzo jest to dla mnie niekomfortowe. Wolałbym, żeby niektóre myśli nigdy nie zostały usłyszane.

– Potraktuj to jako trening. Musisz wyciszyć umysł, śmieci nie wpuszczać, co by Felkowi krzywdy głupotami swoimi nie robić. 

– He, he… łatwo ci powiedzieć, jeszcze w swoich czasach próbowałem praktykować medytację podczas górskich wędrówek, jednak sztuka oczyszczania umysłu ze zbędnych myśli nigdy nie była moją mocną stroną. 

– Przed nami długa droga, będziesz miał wiele okazji do treningu. Felek pilnować będzie. To jest problem nie tylko twój, ale i większości ludzi z twoich czasów. Nie potraficie trzymać porządku w swych umysłach. Sprzątacie w domach, w samochodach, na ulicach miast, a nikt nie przejmuje się bałaganem w głowach. Umysły wasze mają lustrzane właściwości, to znaczy odbijają, powielają sygnały odebrane z otoczenia – z innych umysłów. Im więcej bałaganu w głowach jednostek, tym więcej chaosu rozprzestrzenia się na umysły innych ludzi, przez co jeszcze trudniej zachować w świadomości ład i porządek. Felek obstawia, że to właśnie tym wewnętrznym rozstrojeniem siły mroku w waszych czasach się pożywiają.

– Czy Rasa ma w swych głowach większy porządek?

– Och, zdecydowanie. Nawet nie ma co porównywać. Oni nie lękają się śmierci, bo rozumieją kolejne cykle duchowej podróży. Wy zbyt duży posłuch swojej cielesności dajecie. Zmysły absorbują wasze mózgi, przez co rodzą się w was fale pragnień. Dopiero wokół tych pragnień budujecie swoją rzeczywistość. Wasze mózgownice projektują żądzę, cele, ambicje, a wy od razu w pogoń za tymi fantazjami wyruszacie. Nawet jak wam się uda cel osiągnąć, to spełnienia nie zaznajecie ani trochę, tylko od razu za kolejnym obiektem pożądania się rozglądacie. Jak wam się nie uda chciwych celów zrealizować, to w depresję i marazm popadacie, w jeszcze bardziej krępującym chaosie smutków swe umysły pogrążając. Tak to Felek postrzega, że wszyscy nakręcacie się wzajemnie. 

– A masz do zaproponowania jakieś remedium na naszą przypadłość?

– Do Rasy upodobnić się warto. Mniej śmierci się obawiać, wszak to tylko pudełko umiera. A przede wszystkim każdą chwilę doceniać. Szczęście potrafić znaleźć w dowolnym momencie to największy skarb, jaki mózgownice odkryć mogą. Za cenę ambicji, pragnień pokłady szczęścia i spokoju uzyskać. Och, piękna to wymiana – umysłu na serce, postępu na miłość.

– Łatwo powiedzieć.

– Felek wcale nie twierdzi, że to łatwe zadanie. Trudne jest to do osiągnięcia nawet w tym świecie, a w waszych czasach jeszcze setki razy trudniejsze, właśnie dlatego, że tak wiele umysłów po złych ścieżkach błądzi, swym działaniem fałszywe szlaki człowieczeństwa znakuje, tym samym kolejne jednostki na niewłaściwe tory ściągając. Dlatego jedyny sposób, aby umysł wyleczyć, to nie patrzeć na innych, tylko światłości w sobie samym poszukiwać, bo ona w każdym jest obecna, niezależnie od cyklu, w jakim znajduje się Ziemia. 

– Czy mógłbyś mi, Felku, opowiedzieć coś niecoś o tych właściwościach lustrzanych?

– Spróbuję to Robowi objaśnić. Jeśli noworodek nieświadomy własnej twarzy czy nawet własnej egzystencji widzi uśmiech rodziców, to właśnie za sprawą działania neuronów lustrzanych również zaczyna się uśmiechać. Jeśli obserwujemy kogoś grającego w piłkę, to nasze neurony lustrzane będę odbierały sygnały dokładnie takie same, jakbyśmy to my osobiście grali w tym momencie w piłkę. Ale neurony lustrzane w swej złożoności wychwytują również myśli, uczucia, intencje, dlatego istotne jest, aby w kontaktach z dziećmi zachować czystość myśli, gdyż neurony lustrzane najmłodszych są niezwykle aktywne już od pierwszych sekund życia i nie ma znaczenia to, że dzieci nie mają jeszcze odpowiedniej wiedzy czy doświadczenia. Neurony lustrzane to spoiwo wszystkich społeczeństw. Dzięki nim jesteście w stanie imaginować, co myślą lub czują inni ludzie w waszym otoczeniu, a dodatkowo umożliwiają one efektywne naśladowanie, dzięki czemu istotnie ułatwiają uczenie się, adaptację oraz komunikację. Neurony lustrzane pozwalają wam niejako automatycznie powielać zachowania innych jednostek. Z pewnością przyśpieszyły one rozwój i postęp społeczny. A jednak Felkowi zdaje się, że sposób, w jaki pracują neurony lustrzane w XXI wieku, przesłania korzyści, jakie dzięki ich działaniu osiąga się w dziedzinie edukacji. 

Tu Felek przerwał na chwilę. Poczekał, aż przetrawię poprzednią porcję informacji, i rozwinął wątek, na którym skończył:

– To właśnie te obszary ludzkich mózgów mogą zaprowadzić was na wyżyny człowieczeństwa, a jednak w twoich czasach właściwości neuronów lustrzanych są wykorzystywane głównie do manipulacji ludźmi i ujednolicania populacji. Na szczęście powoli wkraczacie w wielkie koło światłości, musicie więc nauczyć się używać neuronów lustrzanych w bardziej światły sposób. Nie jest to jakaś arbitralna część umysłu, której biernemu wpływowi musicie się poddawać, na zasadzie „małpa widzi – małpa robi”. Jest to integralna i fundamentalna część waszego człowieczeństwa, której przy wsparciu świadomości jesteście w stanie używać nie tylko do takich mentalnych fajerwerków jak telepatia, wychwytywanie energii lub przewidywanie najbliższej przyszłości, ale też chociażby jako powszechnego, bardzo skutecznego narzędzia do uzmysławiania sobie manipulacji. 

– Mógłbyś to jakoś rozwinąć? – poprosiłem Felka, gdyż miałem problem z nadążaniem za jego galopującą logiką. 

– Już tłumaczę. Jeśli trwacie w nieświadomości, wasze neurony lustrzane narażają was na powielanie informacji z umysłów z otoczenia. Ale gdy skierujecie uwagę do wewnątrz, zaowocuje to odpornością na bezwolne pochłanianie myśli społecznej i zwiększy się wasza niezależność jako jednostek. Obecnie marnujecie swój dar. Większość ludzi stanowiących społeczeństwo nie jest wcale świadoma zasady działania neuronów lustrzanych. Tylko przebiegłe szaraki zza kurtyny władzy wykorzystują tę przydatną im właściwość mózgów jako dźwignię kontroli służącą im do realizacji ich własnych celów. Rozumieją bowiem, jakie możliwości akumulacji władzy daje kontrolowanie umysłów ludzi za pomocą zorganizowanej manipulacji dzięki wykorzystaniu mechanizmu działania neuronów lustrzanych w oparciu o środki masowego przekazu. Siły mroku w antycypacji kolejnego przesilenia uzyskały zatrważający zakres kontroli nad świadomością społeczną, lub raczej nad „nieświadomością” społeczną. 

Był to kolejny wywód Felka, do którego trudno było mi się odnieść. Kiwałem tylko głową pod naporem trudnych myśli.

Nie uszliśmy daleko po równinie, a na horyzoncie przed nami zaczęły szybko wyłaniać się wysokie drzewa. Las był tak gęsty i wysoki, że bardziej przypomniał dżunglę – według standardów nowoczesności. Im bardziej się do niego zbliżaliśmy, tym posępniejszego wyglądu nabierał, a może to jedynie ja straciłem humor i widziałem wszystko w czarnych barwach. 

Felek nie zagadywał, nie opowiadał, chyba czuł, że potrzebuję chwili samotności, aby zebrać myśli. Zbyt wiele się wydarzyło jak na jeden dzień. Kiedy doszliśmy na skraj lasu, przerwałem milczenie:

– Zaczyna się ściemniać. Czy czeka nas tutaj coś groźnego?

– Wszędzie groźne czyhać może.

– Nie mędrkuj, wiesz, o co pytałem.

– W każdym lesie byty różne spotkasz, dziką zwierzynę, trujące rośliny, bagna. Las jak las, nic nadzwyczajnego, ale czujność warto zachować. 

– Szkoda, że Natlelo nie poszła z nami, wydawało mi się, że chciała wyrwać się z osady, wyruszyć w nieznane.

– Musisz zrozumieć, że przykaz niemieszania krwi to jedno z ważniejszych praw Boskich, których przestrzega Rasa. Choć prawdą jest, że łamane to prawo bywało wielokrotnie. Wszak miłość potężną mocą dysponuje i zmieniać systemy wartości potrafi tak, że trudno się jej przeciwstawić, zwłaszcza gdy serca młodych schwyci.

– Czemu mieszanie krwi jest dla Rasy takim problemem?

– Spróbuj pojąć ich perspektywę. Są oni dalekimi potomkami Rasy Wielkiej, opiekunów galaktyki, a wy, Przyślaki? Wy to dla nich zagadka. Nie wiadomo, czy jesteście jakąś zdewaluowaną formą Rasy, czy jakimś innym pokrewnym człekokształtnym bytem. Dziur pomiędzy tymi czasami a waszą przyszłością załatać na razie się nie da. Mieszanie krwi to dla nich niszczenie Boskiego potencjału drzemiącego w potomkach Rasy. I w imię czego? Pożądania czy miłości? Ulotne uczucia chciałbyś przeciwstawić tradycji i zwyczajom pielęgnowanym tu od milleniów? Felek nie chce cię dołować jeszcze bardziej, ale poza potencjałem raczej niepewnej przygody, co takiego miałbyś Natlelo do zaoferowania, że miałaby porzucić całą swą rodzinę i system wartości, w którym dorastała? 

– Ech, ty tego nie zrozumiesz. Czasami po prostu nie można odpowiedzieć racjonalnie, działa się pod wpływem chwili. Sam mówiłeś, że prawo niemieszania krwi było wielokrotnie łamane.

– A potem te występki były wielokrotnie karane. Najlepiej się rozchmurz i przestań o niej myśleć. Jest duża szansa, że już nigdy się nie spotkacie. Zresztą róbta, co chceta, ale według Felka szkoda tracić czas na taplanie się we własnych fantazjach na temat alternatywnych rzeczywistości. Próbuj oczyścić swój umysł ze zbędnych myśli, pragnień i przywiązania, a zobaczysz, jak przy odrobinie wprawy niesamowicie odmienisz swoją świadomość. 

*

Zaczynało się ściemniać. Dzień pełen przygód chylił się ku końcowi. W lesie od samego początku dało się wyczuć atmosferę nieoczekiwaności. Tysiące form życia koegzystowały tu w mniejszej lub większej harmonii, tworząc mieszankę różnorodności. Najbardziej atrakcyjnie wyglądały setki małych, wielobarwnych i świecących kosmków energii, podobnych do Felka, tylko trochę mniejszych. To one, pochłonięte synchronicznym tańcem przyrody, na moich oczach rozświetlały dolne partie lasu.

– Jak pięknie wyglądają, czy to twój gatunek? Wspominałeś o innych duszkach, z którymi tworzysz sieć.

– A czy małpa to gatunek ludzi? – odpowiedział ironicznie Felek, po czym dodał: – Oczywiście, że to nie Felkowy gatunek, choć przyznam, że są pewne wizualne podobieństwa między nami. To Lasówki. Istoty bardzo prymitywne, niezdolne do komunikacji z innymi formami życia, do tego żyjące tylko przez kilka księżyców. Mimo całej swej prymitywności odgrywają one jednak istotną rolę w funkcjonowaniu większości lasów. Jak widzisz, drzewa są tu dość wysokie, z rozłożystymi konarami. Poniżej ich gałęzi o resztę promieni słonecznych walczą mniejsze drzewa i szeroko rosnące krzewy. Dla najniższych warstw roślinności, jak te tutaj ziółka i kwiaty, zwyczajnie brakuje promieni słonecznych, by mogły się rozwijać. Jednak jak sam możesz zauważyć, niskie rośliny kwitną wszędzie dookoła. Dzieje się tak właśnie dzięki Lasówkom. Spędzają one swoje życie na redystrybucji energii słonecznej. O wschodzie słońca wzbijają się wysoko w górę i osiadają na najwyższych pniach i gałęziach drzew. Tam zasilają swe wnętrze dobroczynną energią spływającą na Ziemię ze Słońca. Po zmroku opadają bliżej ziemi, dzieląc się zebraną za dnia energią z każdym, kto jej potrzebuje. Bez Lasówek ponad połowa roślin i zwierząt straciłaby sprzyjające warunki rozwoju.

– Skąd biorą się te duszki?

– Z mądrości Mokai. Każdej jesieni obumierają, pozostawiając po sobie jedynie niewielkie nasionko, z tego nasionka zaś wyrastają potem pierwsze kwiaty zwiastujące nadejście wiosny. Każdy z kwiatów może urodzić od jednego do kilku duszków, po czym ulega dematerializacji. Piękny to widok, symfonia życia w swojej esencji. 

– Wspomniałeś wcześniej o bytach lasu. To jakiś osobny gatunek istot inteligentnych czy to po prostu ogólne określenie? 

– W lesie żyje bardzo wiele rozumnych bytów zdolnych do komunikacji, tak wiele, że Felek pewnie większości nawet nie zna. Są małe ludki, zwane Leśnikami. Są Driady, mieszańce i wiele innych. Niektóre przyjazne, inne strachliwe, a część nawet wroga i groźna. Ale je wszystkie w głębi lasu spotkać można, ścieżek unikają, kłopotów nikt tu nie wygląda. Las to miejsce wolności. – Felek chwilowo przestał się ze mną komunikować, po chwili jednak dodał: – Rasa jest pokojowo nastawiona, ale tylko jak się jej w drogę nie wchodzi. To dawne czasy, nie twoja sprawa, Robert, nie dla ciebie niektóre historie. 

Felek wydał mi się nietypowo przejęty nawiedzającymi go wspomnieniami. Wolałem nie drążyć tematu. 

*

Pierwszy dzień trwał bardzo długo. Czas płynął jakby wolniej, choć mogłem tak to odebrać przez wielość nowych wrażeń. Natłok informacji niejako zmusza naszą percepcję, by zwolniła. 

Położyliśmy się spać na gołej ziemi w ustronnej rozpadlinie skalnej. Gdy szukaliśmy odpowiedniego miejsca na nocleg, słońce znikło za horyzontem. Byłem zmęczony. Mimo trudów tego przedziwnego dnia czułem jednak, że niełatwo będzie zasnąć, mózg dalej kompilował pełną parą. Felek na czas nocnego odpoczynku odsunął się kilka metrów dalej. Jak powiedział, nie chciał swoją obecnością zaburzać mi snu. 

Kładąc się, po raz pierwszy spojrzałem na nocne niebo. Nie spodziewałem się takiego widoku. Noc generalnie okazała się dużo jaśniejsza niż w mojej teraźniejszości. Może to jeden z powodów, dla których nazywa się ten czas erą jasności? Aż trudno opisać, jak wiele się działo na firmamencie. Ludzie z przyszłości, patrząc w niebo, starają się określić położenie odległych gwiazd na podstawie niewielkich niuansów. Już po chwili zrobiło mi się szkoda wszystkich astronomów, którzy poświęcają życie na obserwacje nieba, a mimo to mogą widzieć tak niewiele. Jak urzekający dla nich musiałby być ten widok, jak mało mogli oni dostrzec w naszych czasach! Tysiące słońc i planet rysowało się na pomarańczowo-żółtym niebie. To promienie Wszechsłońca musiały powodować tak świetną widoczność innych ciał niebieskich.

Czytywałem sporo książek, dzięki czemu byłem świadomy złożoności rzeczywistości, ale nigdy nie uważałem się za kogoś, kto zgłębił tajniki życia. Choć żaden ze mnie filozof, szanowałem sokratejską maksymę szczerej niewiedzy wynikającą z ograniczonych zdolności poznawczych. Dzięki temu w XXI wieku trudno było mnie zaskoczyć, gdyż spodziewałem się, że nasza rzeczywistość ma wiele warstw wymykających się opisowi naukowemu. A jednak to, co wydarzyło mi się w dniu dzisiejszym, było tak wysoce nieprawdopodobne, że przerosło moje najdziwniejsze fantazje. Jak miałem przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego, skoro znajdowałem się ciągle w tej fantastycznej krainie przeszłości? Co jeszcze mnie tu czekało? Czy kiedyś wrócę do siebie? – myślałem o tym wszystkim, wpatrując się w gwiazdy.

W ciągu dnia zobaczyłem wiele zaskakujących i pięknych rzeczy, ale widok nocnego nieba okazał się najbardziej urzekający. Gwiazdy przyćmiły nawet wspomnienie pięknej Natlelo. Żałuję, że nie jestem utalentowanym pisarzem, może mógłbym wtedy choćby w jednej setnej oddać słowami piękno, które oglądałem. Setki planet jaśniały na niebie niczym księżyc w pełni, wszystkie mieniły się różnymi odcieniami swoich niepowtarzalnych barw zajęte nieustanną podróżą. Długo nie byłem w stanie zasnąć, oglądając to Boskie przedstawienie, które ilością serwowanej akcji bardziej przypomniało mrowisko, niż statyczne niebo znane mi do tej pory. Po godzinie obserwacji miałem wrażenie, że ten urzekający spektakl z czasem mógłby doprowadzić mnie do szaleństwa. Być może dlatego ludzie z przyszłości woleli żyć pod ziemią? 

W końcu sen zlitował się nad moim przegrzanym mózgiem. Miałem nadzieję, że przyniesie mi odpoczynek i chwilę wytchnienia od dziennych sensacji. Nie mogłem bardziej się pomylić. 

We śnie miałem wrażenie, że mój duch oddziela się od ciała i zaczyna unosić się pionowo do góry, przez co patrzyłem na wszystko z lotu ptaka. Obserwowałem, jak moje ciało stawało się coraz mniejsze, w miarę jak mój duch wzbijał się coraz wyżej. Oddalałem się szybko, Ziemia zmalała do rozmiaru arbuza, kiedy w końcu udało mi się odwrócić o sto osiemdziesiąt stopni. Teraz spoglądałem na inne planety, ciągle zbliżając się w ich stronę. 

Nagłe przyśpieszenie i w kilka chwil znalazłem się na powierzchni jakiejś nieznanej mi planety. Jej dziwna energia działała na mnie przytłaczająco. Obróciłem się po raz kolejny i jeszcze szybciej zacząłem poruszać się w stronę kolejnego ciała niebieskiego. Nie kontrolowałem mojego lotu, mogłem się tylko obracać. Odleciałem tak daleko, że po chwili pomimo wysiłków nie mogłem dostrzec Ziemi, jedynej znanej mi planety. 

Chciałem wrócić, ale nie wiedziałem jak. Zgubiłem drogę do domu, zacząłem więc nerwowo przeskakiwać pomiędzy jedną planetą a drugą. Gonitwa po omacku nie przyniosła jednak efektu, Ziemia nie pojawiała się na horyzoncie. 

A co, jeśli nigdy nie wrócę? Co, jeśli skazałem ducha na wieczną tułaczkę po bezkresnym kosmosie? 

Obudziłem się zlany potem dokładnie w tym samym miejscu, w którym zasnąłem poprzedniej nocy. Nie wiem, dlaczego ten sen aż tak mnie zmartwił. Zamiast cieszyć się pięknymi widokami, jakie miałem okazję ujrzeć w mojej sennej podróży, ja desperacko chciałem wrócić na Ziemię. 

Słońce powoli wyłaniało się zza linii horyzontu.

– Wiesz, Felku, miałem dziwny sen. 

– Tutaj sny to czas wędrówki. Widzę w twoich oczach, że podczas snu przewędrowałeś więcej, niżbyś sobie tego życzył.

– Dokładnie tak było, cieszę się, że mnie rozumiesz – odpowiedziałem wyraźnie rozstrojony tą senną przygodą. 

Nie był to jednak koniec moich zmartwień. Felek, nie owijając w bawełnę, powiedział: 

– Dzisiaj musisz sobie radzić sam.

– Widzę, że ktoś tu ma od rana nastrój do kiepskich żartów.

– Ale Felek wcale nie żartuję. Cztery razy w roku duszki przenikają do sieci myśli, aby porozmawiać z innymi dobrymi duszkami z innych części świata. Mówiłem ci o tym wczoraj. Sieć to takie specjalne miejsce, do którego udać się mogą tylko duszki, i to wyłącznie w określone dni w roku. 

– I co tam robicie? Plotkujecie? – zadrwiłem, próbując uciszyć niepokój, jaki czułem na myśl o samotnej wędrówce.

– Wymieniamy informacje. Przez lata, kiedy tunel czasowy był uśpiony, Felek pozostawał w hibernacji. Od dawna nie odwiedzałem sieci, muszę się tam udać.

– A ja co mam zrobić w tym czasie? Nie pomyślałeś, że bez ciebie nie będę mógł z nikim rozmawiać? 

– Pomyślałem, nie dramatyzuj. Idź cały czas traktem, póki starczy ci sił, o zmroku powinieneś zobaczyć przed sobą wielki gród Rasy nazywany Kra-Wedz. Zatrzymaj się i przenocuj pod miastem, z dala od drogi. Dołączę do ciebie następnego poranka i razem ruszymy dalej. Jeśli kogoś spotkasz, wykonaj ręką znak koła z dwiema kropkami w środku. To symbol ślubów ciszy. Następnie pokaż swój medalion, dzięki temu nikt nie powinien cię kłopotać. A w międzyczasie trenuj swój umysł, staraj się wyciszyć myśli, pozostać w teraźniejszości. Jeśli będziesz myślał zbyt intensywnie, zaburzysz moje pole energetyczne w sieci i zamiast wrócić do ciebie, pojawię się z powrotem w górach obok tunelu. 

– No to ładnie, nie mogłeś mnie wczoraj uprzedzić?

– Żebyś całą noc się stresował? Felek zna twój niespokojny umysł, który tylko wypatruje zmartwień. Musisz mieć dużo sił, przed tobą daleka droga. Ruszaj, nie ma czasu do stracenia. Sława twojemu szlakowi. 

*

Niemyślenie nie wychodziło mi ani nawet trochę. Mój umysł mimowolnie cały czas powracał do wydarzeń wczorajszego dnia i nocy. Po kilku godzinach samotnej wędrówki w miarę jednostajny krajobraz nizinnego szlaku opatrzył mi się na tyle, że nawet podziwianie widoków przestało mi sprawiać przyjemność. Dziwne, jak mocno podupadło moje samopoczucie od wczorajszego wieczoru. 

Byłem świadomy, że od momentu pojawienia się w tej krainie miałem sporo szczęścia, a okoliczności mi sprzyjały. Przez ten czas nie wydarzyło się praktycznie nic złego, a jednak byłem przybity. Może to brak towarzysza tak na mnie działał? Im dobitniej to odczuwałem, tym większą miałem motywację, aby wyciszyć umysł, a jednak na tym polu ponosiłem klęskę za klęską. Pokrzepienie nadeszło wieczorem. Gdy wycieńczony całodniowym marszem zatrzymałem się wreszcie, przed moimi oczami rozciągał się kolejny zjawiskowo piękny widok. 

Miasto Rodu było rzeczywiście wielkie. Nie było wokół niego murów. W centrum dostrzegłem wzgórze, z którego pionowo w górę wystrzeliwał pomarańczowy słup energii. Emanował jasnopomarańczowym światłem, które opadało w dół, zamykając całe miasto w czymś w rodzaju bańki ochronnej w kształcie piramidy. Byłem tak zaskoczony, że jeszcze bardziej nie mogłem doczekać się ponownego pojawienia się Felka. 

Położyłem się spać. Czternaście godzin marszu sprawiło, że zasnąłem w kilka sekund. Tym razem śniło mi się życie, jakie prowadziłem w XXI wieku. Obserwowałem fragmenty swoich wspomnień od dzieciństwa aż do dorosłości, na nowo przeżywając przeszłe zdarzenia. 

Najpierw pojawiło się wspomnienie z wczesnego dzieciństwa, miałem wtedy może z pięć lat. We śnie odczuwałem wszystko w dokładnie taki sposób jak wtedy, kiedy byłem dzieckiem. Ach, jak niesamowita była dla mnie wówczas rzeczywistość! Tak wiele bodźców, świat był tak pełen wrażeń i odczuć, a ja w swej dziecięcej percepcji pozwalałem swobodnie przepływać tym odczuciom, radując się każdą chwilą. 

Następnie przeniosłem się do czasu, gdy byłem nastolatkiem. Śledziłem, jak nieustannie testowałem granice własnej woli, nabierając mentalności raczkującego dorosłego. Uzmysłowiłem sobie, jak coraz bardziej istotne w tamtym okresie stawały się dla mnie opinie i decyzje innych ludzi w moim otoczeniu. Przestałem odbierać wewnętrzne sygnały ekscytujące mnie w dzieciństwie, a zacząłem szukać sensacji i akceptacji na zewnątrz – w społeczeństwie. 

W dalszej kolejności nawiedziły mnie wspomnienia z dorosłego życia. Niesamowity czas odkrywania świata przeminął, ustępując miejsca rutynie codzienności. Czułem, że myśli w mojej głowie nie były już wypadkową mojej kreatywności i ciekawości. Powstawały pod wpływem obowiązujących norm społecznych. 

Obudziłem się mocno zmieszany i zamyślony. Czy właśnie o tym mówił Felek? Czy z wiekiem stawałem się bardziej podatny na lustrzane właściwości umysłu? Sen zestawił mi kolejne dość wyraźne i autentyczne wspomnienia z mojego życia. W trakcie dorastania nie mogłem wychwycić tego, jak zmieniała się moja percepcja, bo działo się to niepostrzeżenie, małymi kroczkami. Ale we śnie widziałem wyraźnie, jak fundamentalnie różnił się mój sposób postrzegania na kolejnych etapach życia. Nie był to sen ani łatwy, ani oczywisty, a jednak powrót do świata, który znałem i rozumiałem, dał mi przyjemne wytchnienie. Gdy zdecydowałem się wstać, zauważyłem, że Felek unosił się już nad moją głową.

– Dzień dobry. I co, dowiedziałeś się czegoś ciekawego od innych duszków? – zapytałem.

– Wiele Felek się dowiedział. Daleko stąd, na wyspie, siły ciemności jawny bastion swój postawiły.

– To taka tragedia? Sam mówiłeś, że to normalne, że w czasach światłości nawet w tych okolicach pojawiają się stwory.

– Prawda, spotkać można w tych stronach przeróżne plugastwa, ale te, choć nieprzyjemne w obyciu, nie wyrządzają zbyt wielkiej szkody. Za wodą jednak czai się groźniejszy przeciwnik, ciemność stworzyła wylęgarnię zła. Siłom ciemności udało się zbudować okrągły portal nazywany Oprok, który wzmacnia legiony śmierci. 

– I to dla was aż takie niebezpieczne?

– Do tej pory siły mroku w ukryciu działały, pojawiały się i znikały w podziemiach, nigdy wcześniej Felek nie słyszał, aby gród swój wzniosły i jawnie walki podejmowały. Niedobry to znak. Daleko na razie to od nas, ale rozprzestrzeniać się będzie zaraza. Nie powinno się to zdarzyć w erze światła, a jednak się dzieje. Im bliżej zmiany cyklu, tym przebieglejsze stają się sługusy mroku. Kamuflaż, podstęp, infiltracja, manipulacja – to właśnie za pomocą tych mechanizmów zło będzie realizować swoją politykę ciemności. Szarych coraz więcej po ziemi chodzi. Przez niemożność rozpoznania, kto wróg, a kto przyjaciel, Rasa może się podzielić, przez co zachwieje się obecny model społeczny. 

– Czy w twojej sieci spotykają się duszki z całej kuli ziemskiej? – zapytałem, aby rozładować atmosferę. 

– Jakiej kuli ziemskiej? Co Rob wymyśla? Ziemia jest płaska jak dysk i spoczywa na trzech krokodylach.

Popatrzyłem na Felka zmieszany, ale duszek nie był w stanie długo zachować powagi i już po chwili rozświetlił się tysiącem kolorów.

– Prawie mnie nabrałeś. – Odetchnąłem z ulgą.

– Całkiem cię Felek nabrał, całkiem, całkiem. Tak, duszki z całego okrągłego świata w sieci spotkać można. Jednak sieć nie jest już teraz liczna, kilkadziesiąt nas informacje wymieniało. 

– Czy mógłbyś mi opowiedzieć cokolwiek o innych częściach waszego świata?

– Już tobie ta piękna i niesamowita kraina za mała się stała, że chciałbyś o dalekich miejscach słuchać? Łakomy Rob jest na informacje, ale niech będzie twoja wola. Siedem głównych Rodów Rasy po całej skorupie ziemskiej się rozeszło. Rody te wszystkie podobne do siebie, lecz każdy z nich pod protekcją innego Bóstwa Światowida się znajduje. Ze względu na unikalne moce i zalety każdy Ród do swego protektora upodabnia się po trochu. Bóstwa zasięg globalny mają, tak że i tutaj wszystkich Bogów Rasy Wielkiej ludzie wiarą otaczają, a jednak w każdym Rodzie inne Bóstwo centralne miejsce zajmuje. Ta część świata to Perunowa kraina. Mamy dlatego szczęście, gdyż ze wszystkich krain tutaj sił ciemności najmniej się nam zradza. Niedziwne to, Perun Gromowładny ze wszystkich bytów Rasy Wielkiej najbardziej mocarny i odważny, toteż samą swą reputacją mrok skutecznie odstrasza. Na południu daleko jest ziemia Mokai. Mokaja to Bogini przyrody, płodności i kobiet. Tam nie tylko Rasa, ale i wszelkie inne formy życia najszybciej się rozrastają, miłości i zdrowia mając pod dostatkiem. Na zachód daleko za wielką wodą znajdziesz Ród, co to słońce sobie ich umiłowało. Grodów oni niemal wcale nie wznoszą. Całe życie w ruchu spędzają, wzorem swojego jaśniejącego obrońcy, wiekowego Dadziona, życie swe na wiecznej tułaczce po ziemi spędzają. Ród zamieszkujący tereny na południowym skrawku kuli ziemskiej największym kultem Boga wód i mórz otacza. Wiele rytuałów i obrzędów praktykuje ta Rasa, gdyż Bóstwo ich, Welwolem nazywane, najbardziej kapryśne jest ze wszystkich. Z tej ich wiary głębokiej niezwykła kreatywność się zrodziła, bardzo sprytna i pomysłowa jest społeczność pod opieką Welwola. Na wielkim pustkowiu znajdziesz najmniejszy z Rodów, który prosto od Wszechsłońca centralnego opiekę otrzymuje. Mistyczna jest to Rasa. Najmniejszą wagę do rozwoju swej cywilizacji przykładają. Prawie wcale nie są tym, co ziemskie, zainteresowani, ku Wszechsłońcu większość swej energii i wysiłków kierując. Tan – Bóstwo czasu – ich swą protekcją objął. Hastilla to Bogini wiatru. Tyle w niej energii, ile humorów. Tyle w niej radości, ile mocy zniszczenia. A choć centralny gród jej Rodu w wysokich górach się znajduje, to przedstawicieli tej kultury wszędzie na świecie spotkać można, gdyż lubią oni w rozproszeniu swe osady tworzyć. Jest wreszcie na wschodzie Ród ostatni, który najobszerniejsze tereny ziemskie zajmuje, a to dlatego, że ich protektor to Naron, Bóg eteru i przestrzeni. Wielka to Rasa, co poniektórzy mieszkańcy tej krainy nawet ponad pięć metrów w górę wyrosnąć potrafią. Wszystkie Rody, choć różnią się między sobą zwyczajami, a po trochu również wyglądem i mową, spójne w duchowej esencji ze sobą pozostają. A dzieje się tak dlatego, że zarówno wszystkie Rody, jak i wszystkie Bóstwa Rasy Wielkiej, esencję Boga Jedynego w sobie mają i z Jego łaski bytują w tym wymiarze. Tak oto w dużym skrócie można rzec o Rodach Rasy.

W trakcie opowieści Felka zbliżyliśmy się do bariery, która z odległości kilkuset kroków jeszcze bardziej urzekła mnie swą energetyczną poświatą. 

– Jaka jest rola bariery otaczającej miasto?

– Wszelka jest jej rola. Daje zdrowie, szczęście, cierpliwość i zrozumienie, wielką moc swą roztacza na wszystkich mieszkańców Kra-wedzi. Niczym studnia energii, co dla wszystkich jest dostępna. W dowolnej chwili każdy może sięgnąć, zaczerpnąć coś innego lub wszyscy to samo.

– Cóż za obfitość! Skąd bierze się to pole mocy?

– Jeśli postrzegasz planetę w kategoriach przepływów energii, to Ziemia przypomina sieć rybacką pełną różnych splotów. Niektóre jej węzły są cienkie i świeże, inne z kolei są grube i zatwardziałe, ponieważ od wieków przepływa przez nie moc. Miejsca tych splotów są wtedy jak dobre liny na statku, które z czasem tylko zyskują na wytrzymałości i jakości. Na każdej półkuli dwadzieścia cztery punkty szczególnie silne występują. Są to miejsca, gdzie jasność Wszechsłońca stapia się z pradawną potęgą wnętrza Ziemi. Właśnie w tych miejscach Rasa największe swe grody i miasta wzniosła. Już same w sobie te miejsca na Ziemi są potężne, ale wspominał ci już Felek, że podczas ostatniej wizyty Rasa Wielka prezent zostawiła: Szczodrości Światowida, jak to mówią. Siedmioro Bóstw, opiekunów Ziemi, podarowało siedem kryształów kosmicznych zdolnych ogniskować i transmitować gigantyczne ilości energii. Niczym obusieczna broń mogą służyć one mocy pozytywnej lub negatywnej, dlatego są pilnie strzeżone. Wielkie te skarby zasilają siedem największych ośrodków Rasy rozsianych po całej powierzchni Ziemi. 

– Niesamowite. Dziwne, że w naszych czasach nikt nie jest świadomy istnienia tych energii, skoro tutaj według ciebie stanowią one fundamenty społeczeństw. 

– Wiedzieli, wiedzieli, byli tacy, co wiedzieli. Tylko niewielu ich było i słuchać to ich nie słuchali.

– Kto na przykład?

– Franciszek Rychnowski, krajan twego Rodu z czasów dawniejszych, znalazł sposób zbierania energii i używał jej, aby ludzi uzdrawiać, mimo że wcale doktorem nie był. Ograniczone były jego maszyny, ale dużo on o energii wiedział. Nikola Tesla też swoje wymędrkował. Mało kto wiarę tym wielkim wynalazcom dawał, to i pokończyli dość marnie. Nie oni jedyni, więcej takich było, którym mimo pięknych umysłów przez tafle ułudy do masowej świadomości przebić się nie udało. 

– Tesla jest dość znany, ale Franciszek Rychnowski? Pierwsze słyszę.

– A tak, był taki jegomość. Jemu nawet udało się poprzez pole energii kontakt z jednym dobrym duszkiem nawiązać, co mu doradził, by spisał swe książki pod pseudonimem Iks won Chyr. A w treści tych książek misternie zakodował klucz do budowy swojej maszyny, aby wskazówkę zostawić, jakby się inny wielki umysł trafił, który nowy wymiar energii zgłębić by zapragnął.

– To chyba nikt na ślad z jego książek nie trafił albo i jego następcy się przebić do powszechnej świadomości nie udało, bo nic o tych energiach w wiedzy naszej populacji nie było.

– Taka kolej rzeczy wielkich cykli. Mrok panuje – mózgi pruje – zrymował gorzko duszek.