Sławne Czasy Roberta Onetwo

Slawne Czasy

Robert Onetwo

Rozdział III

Gdy tylko weszliśmy do osady, Felek znów schował się w moim gardle. Starałem się iść pewnym krokiem, choć tak naprawdę nie wiedziałem, dokąd zmierzam. Jeszcze dobrze nie wszedłem pomiędzy zabudowania, a stanąłem jak wmurowany, tym razem jednak nie za sprawą smolistego gluta. Moje oczy z niemal szaleńczą fascynacją wpatrywały się w nieskazitelnie piękną kobietę. 

Była wysoka na prawie dwa i pół metra i ubrana w białą suknię z wyszytymi kwiatami. Na jej ogorzałej od słońca twarzy błyszczały niebieskie oczy, które w połączeniu z delikatnymi rysami twarzy i jasnobrązowymi, lekko falowanymi włosami sięgającymi pośladków nadawały jej anielski urok. Ruchy miała pewne i zdecydowane, ale nawet mimo swego wzrostu i postawnej sylwetki poruszała się tak delikatnie i powabnie, że wyglądało to tak, jakby płynęła w tańcu. Spojrzała na mnie. Widok dziwnie ubranego Przyślaka wpatrującego się w nią w niemym zachwycie wywołał na jej twarzy szczery, choć przelotny uśmiech. Ach, co to był za uśmiech! Nigdy go nie zapomnę. Człowieczeństwo w urzekającym wydaniu.

– Felku, czy mogę z nią porozmawiać? – zapytałem w myślach.

– Idź i próbuj, jeśli uda ci się znaleźć odpowiednie słowa, ale pamiętaj, Felek tylko tłumaczy twoje myśli, nie będę ci pomagał. Jeśli zrobisz z siebie durnia, to twoja dola – szepnął duszek w moim ciele.

– Sława, eee… jestem Rob. Przybyłem tu dzisiaj z odległych czasów, słyszałem, że powinienem udać się do Mieszkańca, czy wiesz, gdzie go znajdę? 

– Mieszkaniec to zarządca tej osady, przyjmuje gości w najwyższym budynku nieopodal targu. Na pewno trafisz, to jakieś pięćset… – przerwała, by zmierzyć mnie wzrokiem, i natychmiast się poprawiła: – …znaczy siedemset twoich kroków w tę stronę. To mówiąc, powabnie wyciągnęła swą długą rękę, wskazując mi kierunek, w którym powinienem się udać.

– Dziękuje za poradę. Czy mogę wiedzieć, jak ci na imię?

– Och, wybacz moje maniery, jestem Natlelo – powiedziała i pokłoniła się z gracją i wdziękiem. 

– Cała przyjemność po mojej stronie. Gdybyś to ty pojawiła się w moich czasach, zapewne pomyliłbym cię z aniołem zesłanym z niebios.

Natlelo uśmiechnęła się lekko, po czym zbliżyła się do mnie tak, że oddzielało nas tylko kilka centymetrów. Poczułem przypływ ciepła połączony z niesamowicie ożywiającą energią, która od niej biła. Moje serce waliło jak szalone, moja wyobraźnia zapłonęła fantastycznymi scenariuszami. Natlelo dotknęła lekko mojej bluzy, a następnie pochyliła się i musnęła materiał moich spodni.

– Prowadzę sklep z różnościami. Twój ubiór, choć raczej kiepskiej jakości, zrobiony jest pewnie z tworzyw niemal niespotykanych w naszym świecie. Może to być nie lada gratka dla kolekcjonerów. Czy byłbyś zainteresowany jego sprzedażą? 

– Jeśli dostanę w zamian inne ubranie, to oddam ci go nawet za darmo. – Moja głowa zdecydowanie nie była w odpowiednim stanie do prowadzenia zyskownych interesów.

– Na pewno znajdziesz u mnie coś, co mogłoby ci się przydać. Po wizycie u Mieszkańca odszukaj mnie na targu.

– W takim razie do zobaczenia na targu. Miło było cię poznać, Natlelo.

– Ciebie również, Rob. – Przepiękna kobieta ukłoniła się nieznacznie, a następnie odwróciła się i odeszła wolnym, zmysłowym krokiem.

Długo jeszcze patrzyłem w ślad za nią. Z hipnozy wyrwał mnie Felek, który znowu lewitował koło mnie. 

– Ach, te ludzkie emocje, Felek je odbiera i rozumie, ale nie potrafi poczuć tego, co ty w trakcie przeżywania tej sytuacji.

– Och tak, Felku, masz rację, to piękne odczucie. Będę pod wpływem tych emocji jeszcze przez kilka dni. Cóż za niepowtarzalne piękno!

– Tak ci się wydaje, bo to była pierwsza przedstawicielka Rasy, jaką ujrzałeś, ale tutaj takich nie brakuje, więc lepiej postaraj się nie ślinić na widok każdej z nich, bo w tutejszych społeczeństwach niewłaściwe myśli są piętnowane na równi z niewłaściwymi czynami, a Felek wie, nad czym się przed chwilą zamyśliłeś.

– Czyli że co, za niewłaściwe myśli mogę pójść do więzienia?

– Więzienia? Tutaj nie ma więzień takich jak te znane ci z twoich czasów. Co najwyżej chwilowy areszt. Przynajmniej u Rasy, bo mali ludzie mają swoje małe obyczaje. Rasa ceni wolność jako fundament życia. Nawet jeśli ktoś złamie prawo, przeważnie zachowa wolność. W ramach kary będzie musiał jednak podjąć się wyznaczonej pracy na rzecz społeczności, grupy lub osoby, wobec których zawinił. Wielkość długu i sposób jego spłaty ustalany jest przez Radę Sprawiedliwości. Jeśli jakiś osobnik nie chce spłacić długu lub kontynuuje swe niewłaściwe postępowanie, lub też ktoś dopuścił się czynu tak haniebnego, że nie sposób byłoby go odpracować, zostaje skazany na śmierć albo wygnanie pod groźbą tortur, jeżeli wróci na tereny należące do danego Rodu. A odpowiadając na twoje pytanie, tak, w pewnych przypadkach złe myśli trzeba odpracować. Oczywiście większość niewłaściwych myśli wymyka się prawu. Każdy indywidualnie musi pielęgnować ogród swego umysłu, nie ze strachu przed karą w tym życiu, ale ze względu na wieczność cykli, w których wszyscy bytujemy.

– Ale Rasa nie ma wglądu w moje myśli?

– Nie potrafi odbierać ich równie skutecznie jak Felek. Nie myśl jednak, że twój mózg pracuje jedynie ku twojej uciesze. Wszystkie myśli są emitowane w eter. To, że zazwyczaj nikt ich nie słucha…

– Emitowane w eter? Czyli co, każda moja myśl wypływa z mojego umysłu na zewnątrz?

– To aż tak dziwne? Wszystkie umysły istot świadomych zakotwiczone są na jednoczącej platformie myśli. Większość myśli emitowanych przez ciebie lub inne Przyślaki jest raczej krótkiego zasięgu. To znaczy, że odbierać je mogą tylko byty znajdujące się nie dalej niż kilkadziesiąt kroków od ciebie.

– Ale Rasa nie potrafi ich słyszeć?

– Przeważnie nie. Choć „nie potrafi” to niewłaściwe określenie, Felek powiedziałby raczej, że Rasa celowo woli nie zaprzątać swojej świadomości śmietnikiem z małych mózgownic. 

– Czyli Natlelo mogła odebrać moje mimowolnie całkiem sprośne myśli?

– Mogła, ale raczej tego nie zrobiła.

– Jak wytrzymać w tym świecie bez prywatności? – zapytałem, nie oczekując odpowiedzi.

– W tym świecie? To myślisz, że w twoim świecie jest inaczej?

– Jestem pewien, że nikt nie słyszy moich myśli. Jest to raczej dość istotna cecha, więc na pewno w ciągu trzydziestu jeden lat mojego dotychczasowego życia zwróciłbym na to uwagę. 

– Jeśli twój umysł ma tę właściwość tutaj, to jest wielce prawdopodobne, że te same właściwości miał również w twoim świecie przyszłości. Felek raczej by obstawiał, że ciemni ludzie w przyszłości świadomości nie mają, ignorują więc tę cechę. Fundamenty, na których opierają się wasze społeczności, są raczej mizerne. To nie dziwota, że taki skarb jak platforma myśli wam umknął.

– Możesz to jakoś rozwinąć? To swoje pojęcie platformy myśli? – poprosiłem.

– Wyobraź sobie ludzki umysł jako nadajnik-odbiornik stale emitujący w eter sygnały wyświetlane do świadomości. Umysły wasze, świadomie lub nie, powielają indywidualne myśli innych jednostek w najbliższym otoczeniu. Myśli nie są więc prywatne, ale publiczne, i wpływają na sposób, w jaki postrzegacie rzeczywistość, a z czasem nieuchronnie ujednolicają waszą percepcję. 

Trochę po tym zmarkotniałem. Po pierwsze, nie podobało mi się, jak jednoznacznie krytycznie Felek opisuje moją cywilizację. Jasne, ma ona wiele wad, ale ma też równie wiele zalet. Miliardy ludzi w XXI wieku interesują się tak wieloma tematami, że jakoś trudno mi uwierzyć, że moglibyśmy nie zdawać sobie sprawy z tak istotnej właściwości umysłów jak ta, o której mówił Felek. A po drugie, świadomość, że wszystkie moje myśli mogą tutaj w dowolnej chwili zostać odebrane przez inne byty, sprawiała, że czułem się bardzo skrępowany.

Zmusiłem się, by o tym nie myśleć i skupić się na czymś innym. Język, którym posługiwano się w tłumie, składał się z wielu krótkich zgłosek, a słowa wypowiadano z różnobarwną intonacją. Mowa Rasy była harmonijna i dźwięczna, ale wyrazy wydawały mi się bardzo długie. Felek tłumaczył tylko te rozmowy, które sam uznał za stosowne, najczęściej były to fragmenty w jakiś sposób mnie dotyczące. Dzięki temu miałem wiele okazji, aby usłyszeć lokalny dialekt. Kiedy Felek na żywo tłumaczył moją mowę, ja słyszałem swoje zdania zgodnie z moimi myślami w języku polskim, nie miałem więc świadomości, jak brzmią moje własne wypowiedzi w tym obcym języku, mimo że moje usta je artykułowały.

W drodze do Mieszkańca mijaliśmy stoiska handlowe. Szybko miałem okazję się przekonać, że handel przebiegał tu zupełnie inaczej niż u nas, a to za sprawą braku pieniędzy i jakiejkolwiek innej waluty. Ludzie Rasy i Przyślaki wymieniali się usługami lub przedmiotami. 

Wejście do budynku, w którym urzędował Mieszkaniec, znajdowało się w niewielkim podwórzu porośniętym zielonymi krzakami i niskimi drzewami owocowymi. Usiadłem w cieniu pod drzewem. Ponieważ musieliśmy czekać na wejście, zagadnąłem Felka na temat tutejszej ekonomii:

– Dziwny zwyczaj – świat bez pieniądza. Waluta też umożliwia wymianę, ale gwarantuje prostotę, praktyczność, uczciwość. Co jeśli jestem, powiedzmy, kowalem – przychodzi do mnie piekarz, który chce wymienić regularne dostawy chleba na miecz i dwie blachy do pieczenia, ale ja jako kowal nie lubię jeść chleba albo wolę chleb od innego piekarza. Jaki wtedy miałbym interes w świadczeniu mu moich usług? 

– W osadzie kupieckiej działa to trochę inaczej niż w grodach Rasy. Wewnątrz spójnej społeczności Rodu handel odbywa się zgodnie z jeszcze innymi prawami niż w tej osadzie. Być może kiedyś będziesz miał okazję się przekonać. Tutaj handel wymienny pasuje obu społecznościom, gdyż pozyskują towary, które pozostają poza obszarem ich naturalnego bytowania. 

– Mimo wszystko uważam, że pieniądz jako łącznik, matryca wszystkich towarów i usług, jest sporym ułatwieniem.

– Ależ na pewno jest ułatwieniem, Felek wcale tego niekłóci, tylko łatwiej nie zawsze oznacza lepiej. Pieniądz ułatwia, ale też absorbuje, stwarza dodatkowe reguły, uruchamia dźwignię bogactwa, nakłaniając do gromadzenia ponad stan. Tym samym operowanie walutą rodzi okazję do nieuczciwości ekonomicznej, wzmaga chciwość i potrzebę posiadania. Jeśli handel odbywa się tylko poprzez wzajemną wymianę towarów i usług, to można się bogacić, można być hojnym lub oszczędnym, ale znacznie trudniej jest nadużywać zręczności w obracaniu towarów, aby zarabiać kosztem innych. Oczywiście zdarzają się handlarze próbujący kilkakrotnie wymieniać dane towary i usługi na inne, aby w efekcie finalnym zmaksymalizować zwrot z początkowej inwestycji i zyskać więcej niż w przypadku pojedynczej wymiany, ale zazwyczaj ten zysk nie jest na tyle duży, aby było to warte całego tego zamieszania. Dzięki temu zamiast ogniskować swe wysiłki na handlu, większość ludzi zajmuje się pracą wytwórczą, do której wykazuje najlepsze zdolności.

– A co z większymi fabrykami? Jak działa system podziału w przypadku, kiedy na produkt końcowy składa się praca wielu osób?

– Nie ma tu takich fabryk, jakie znasz. Większe pracownie są w rękach kolektywów rodziny lub bliskich przyjaciół. Felek nigdy nie spotkał się z głośnymi problemami niesprawiedliwości czy wyzysku, wszelkie kwestie sporne rozstrzygane są w wewnętrznych gronach i zwyczajowo nie dowiaduje się o nich ogół społeczeństwa. 

– A czy zdarzają się oszuści?

– Oszustwo nie jest tu popularne, a kary za nie są dość surowe. Większość ludzi handlujących ze sobą to znajomi. Nawet gdyby twój strój był dopasowany do tutejszych ubiorów, w dalszym ciągu przyciągałbyś nieufne spojrzenia, bo niemal wszyscy kupcy znają się od dziesięcioleci. Długofalowe relacje zniechęcają do oszustw. Choć oczywiście, jak sam słyszałeś przed osadą, tu też jest konkurencja. Mali ludzie bardzo lubią się targować i chełpią się potem w swoich kopalniach zyskownością swoich handlowych wojaży.

 – Wiesz co, Felku? Jakoś nie kupuję tego handlu bez pieniędzy. W nowoczesności też mieliśmy kiedyś takie pomysły. Nazywało się to komunizm, całe wielkie społeczności pracowały ku chwale narodu. Rola pieniędzy i wolnego handlu została zmarginalizowana, pożywienie i inne dobra były na kartki. Finalnie efekt zawsze był ten sam. Ludzie u władzy zajmujący się redystrybucją dóbr wytwarzanych przez kolektyw opływali w bogactwa i zaszczyty, a pospólstwo, tfu, klasa robotnicza miała niewiele lub nic, zależnie od okoliczności. Większości nie było ani łatwiej, ani lepiej. Miliony ludzi umierały w ubóstwie, bo szaleni idealiści próbowali stworzyć świat bez pieniędzy, który nigdy nie miał prawa zaistnieć.

– Nie musisz mi tego tak dokładnie tłumaczyć, pamiętaj, że zaabsorbowałem całą twoją wiedzę. Zgodzę się z tobą, że komunizm był skazany na porażkę. Gdy tworzy się tak monumentalne konstrukcje społeczne, ważne są detale. Nawet jeśli pomysł sam w sobie jest właściwy, ale zostanie błędnie wdrożony lub też obywatele nie są mentalnie gotowi na takie rewolucje, to ostatecznie rzeczywiście powstaje system wyzysku i niesprawiedliwości. Z tego, czego się od ciebie dowiedziałem, wnioskuję, że nie mieliście ludzi gotowych opiekować się tą konstrukcją ekonomiczną. Fundamenty społeczne były zbyt liche, więc niemożliwością było zbudowanie czegoś tak idealistycznego, póki nie zmieni się podstaw myślenia ludzi. Zresztą ustrój panujący u Rasy daleki jest od komunizmu czy socjalizmu, choć można doszukać się punktów zbieżnych. Tu każda osada, gród, miasto pracuje na swoje własne konto, a systemy ekonomiczne są tworzone i rozwijane w ramach niewielkich, dobrze ze sobą zintegrowanych społeczności. Nie wspominam nawet o znacznie czystszej moralności jednostek w czasach jasnego cyklu. Ludzie Rasy współpracują i pomagają sobie nawzajem, bo widzą w tym korzyść dla samych siebie. Ich pomoc rzadko kiedy ma wymiar globalny, zazwyczaj nie wychodzi poza obszar bytowania ich Rodu. 

Felek obleciał moją głowę wokoło, po czym ciągnął dalej:

– Ucz się od mrówek w mrowisku czy pszczół w ulu, te owady rozumieją, że mają wspólne cele niemożliwe do zrealizowania przez pojedyncze jednostki, nie handlują więc swoją pracą. Każdy dokłada do wspólnej puli swoje małe zadania i przysługi względem innych. Czy jednak wyobrażasz sobie, że pszczoły mogłyby działać efektywnie, gdyby gdzieś pięćdziesiąt dni marszu stąd znajdował się centralny, potężny i ekskluzywny ul partyjny, którego pszczeli politycy dyrygują poczynaniami wszystkich uli na terenie całej krainy? Ul działa najsprawniej i najefektywniej tylko w swoim własnym rytmie, kiedy jest zajęty swoimi sprawami i nie musi prowadzić konfliktów z innymi ulami. Tak, w bardzo dużym uproszczeniu, wygląda ustrój Rasy. Wszyscy są jedną wielką cywilizacją tego samego gatunku, ale każdy Ród, każdy gród czy osada zachowuje niemal nieograniczoną niezależność. Autonomiczne społeczeństwa jednoczą się tylko w obliczu poważnych zagrożeń ze strony sił ciemności. W okresach pokoju, których w cyklu światłości nie brakuje, każdy Ród Rasy sam pracuje na swoje konto. Nie znajdziesz tu tuby propagandowej w postaci państwowych mediów, odgórnie narzucanej edukacji, kolosalnych zakładów pracy. Brak pieniądza oczyszcza umysły z niepotrzebnej plątaniny chciwości. Tak więc, jak widzisz, tutejszy ustrój ma niewiele wspólnego z waszym komunizmem, bo fundamentalnie panuje tu wolność pracy, wolność wychowania i wyboru. Rodziny w ramach społeczności współpracują ze sobą, ale są również nastwione na samodzielność i niezależność.

– I nie ma żadnej odgórnej władzy sprawującej pieczę nad globalnymi losami Rasy? 

– Nawet jeśli jest, to jej wpływ na życie jednostek jest minimalny, prawie żaden. Prawo i obyczaje tutaj Boskie, nie ludzkie, nadane, jak słyszałeś, przez Peruna Gromowładnego, oczyściciela, podczas ostatnich odwiedzin Światowida. Pomyśl o tym ten sposób: problem z władzą, która korumpuje polityków, jest problemem percepcji. Jeśli percepcja polityków zwrócona jest na zewnątrz, na przedmioty, na pragnienia, na żądze, to szybko zaczynają oni używać potęgi swoich przywilejów wynikającej z ich pozycji do realizacji własnych niskich i podłych celów. Ludzie chciwi dążą do władzy, bo w takim systemie władza jest dla nich gwarancją zaspokojenia własnych żądz, sprawowania kontroli, odczuwania potęgi sprawczej. Właśnie przez to niemal wszyscy ludzie pchający się do władzy mają podobne prymitywne, materialne motywy. Stają się one normą, kanoniczną postawą w życiu politycznym, przez co politycy taplają się w bagnie niskich motywów, które sami stworzyli. Jeśli zaś percepcja ludzi u władzy zwrócona jest do wewnątrz i skupiają się oni na czystości duszy w trakcie obecnej podróży cielesnej, to ich władza rodzi inne owoce. Praw Boskich przestrzegają, moralność, obyczaje oraz porządek natury szanują. W takim ustroju nawet jeśli podsuniesz „politykom” pod nos mechanizmy umożliwiające kontrolowanie innych, potencjalne bogactwa, przyjemność wynikającą z poddaństwa ludu, nie będą oni tym zainteresowani, gdyż szarość, bezbarwność tych możliwości sprawia, że są one niczym w porównaniu ze światłem Boskim i kolorowymi barwami ich wewnętrznej jasności. A nawet jeśli w tym pięknym systemie trafi się jeden lub pięciu zepsutych, co to w stronę mroku i szarości zwrócili swe umysły, to łatwo od razu wychwycić ich działania, gdyż jawią się oni jako szaleni, opętani na tle pozostałych członków Rady Rodu. Jeśli w jakimś Rodzie zło z pomocą ukrytych szarych agentów przejmie kontrolę nad władzą całkowicie, to zaraz inne Rody, widząc to spaczenie, chorągwie zawzywają, wojów swych wysyłają i ruszają na drogę przodków nawracać.

– Czy często się to zdarza?

– Nie słyszał Felek o wielu takich akcyjach, a jednak zdarzały się i takie historie. Tutejsi ludzie, jak pewnie się przekonasz, zupełnie inni są niż ci u was. W przyszłości ciemność, od lat tysięcy bytując, tak się rozpanoszyła, że człowiek, co praw Boskich i obyczajów przestrzegać próbuje, na ostracyzm jest narażony, bo zdaje się jak wariat dlatego, że tak bardzo od normy odstaje. Widział Felek w twej głowie, jak wielu z Bogiem, moralnością i ideałami na ustach czynów haniebnych i niegodnych się dopuszczało, mord szerząc i władzę swą powiększając. We władzy i w bogactwie taplają się zarówno politycy, jak i kapłani, o bankierach nie wspominając. Bolą Felka te historie, a jednak tak być musiało, skoro tak będzie. Niegodziwości szybko namnażać się potrafią. Zwierciadła w umysłach ludzi waszych tak często fałsz odbierają i kłamstwo powielają, że kompasy dobra popsuły się w większości. Felkowi niestety wydaje się, że tam u was żaden system polityczny się nie sprawdzi, wy już tylko na Boską pomoc liczyć musicie, bo sami bałaganu, któryście ukręcili nie posprzątacie. 

– A jednak jakoś sobie radzimy od tysięcy lat, może nie jest to idealne społeczeństwo, ale wydaje mi się, że mogło być gorzej.

– Prawdę Rob rzekł, znacznie gorzej być mogło. Felkowi łatwo narzekać, bo nigdy w czasach mroku nie żył.

Ucieszyłem się, że duszek w końcu przyznał mi rację.

– Ponad dwa tysiące lat już minęło od początku kalendarza waszego, prawda? – zapytał po chwili Felek.

– Tak, dwa tysiące dziewiętnaście od narodzin Jezusa Chrystusa, wydarzenia wyznaczającego datę początku naszego kalendarza. Dlaczego pytasz? Przecież wiesz to, jeśli ja to wiem.

– Nie ma ciągłości między obecnym kalendarzem a waszym. Niemożliwością jest więc czas przybycia Światowida w waszym świecie oszacować. Jeśli astrologowie Majów rację mają, to już od kilku lat mocy dobra na Ziemi przybywa. Zapomniane przejścia powoli się otwierają, prastare myśli zaczynają napływać do waszych mózgów, choć nie jesteście tego świadomi. Przebudzi się część z części, to właśnie oni wskazywać drogę dobra będą. Moce magiczne z ziemi sączyć się zaczną, powoli, nieśmiało energia światłości popłynie. Kto ją dostrzeże, zacznie czerpać i dalej w eter emitować, ten ludzi na właściwe ścieżki kierować będzie. Kto żądzę i pragnienia wyciszy, emocje ostudzi i duchem mrok rozświetli, ten zacznie Boską energię na Ziemi ogniskować. Szarzy powoli zaczną tracić swe wpływy, z czasem coraz więcej osób się przebudzi. Podejmą wtedy siły ciemności walkę zaciekłą. Wynik tej walki dopiero Bogowie rozsądzą przy Światowida wizycie. Jeśli będzie na Ziemi dość ludzi dobrej woli, to oszczędzą planetę, a Perun raz jeszcze swym elektronowym orężem świat z plugastwa oczyści. Jeśli jednak zbyt mało drogowskazów światłości rozświetli się w umysłach ludzi do czasu dnia sądu, Bogowie zniszczą planetę całą, żeby Ziemia w wylęgarnię zła obrócić się nie mogła. Stara przepowiednia o twoich czasach tak właśnie głosi. Czy sprawdzi się ona, tego Felek pamiętać nie będzie, ale co w wizyjnych strumieniach otrzymane, to ziścić się potrafi. 

– Czy Chrystus ma coś wspólnego z Bogami, o których mówiłeś?

– Ziemia krąży po Układzie Słonecznym, a Słońce po galaktyce, mnogość układów międzygwiezdnych potęgowana przez wzajemne położenie planet sprawia, że Ziemia wyjątkowo na dwoiste cykle jest podatna. Cykle dnia i nocy, ciepła i zimna, umierania i urodzaju. Jak już ci mówiłem, tu nawet duży cykl podróży Światowida dwoistą ma naturę. W pierwszej połowie cyklu nasza planeta znajduje się w układzie przymierza z innymi życiodajnymi planetami zasilanymi przez Wszechsłońce. Moc i światłość spływają wtedy w takich ilościach, że czerpać z nich jest rzeczą łatwą i przyjemną. Jest to okres rozkwitu i rozwoju. Droga duchowej podstawy i jednoczącego poznania łatwiejsza jest w tym cyklu, gdyż światłość każdej chwili towarzyszyć potrafi. Można powiedzieć, że obecnie wszystko wokół żyje w czasie łaski darmo danej. Nawet bez wysiłku można poczuć światłość, wiara jest pewniejsza, gdyż bliskość Boskiej mocy jest bardziej namacalna w każdym momencie. Druga połowa cyklu to okres przeciwny. Nasz Układ Słoneczny oddala się wtedy od centrum galaktyki, rozpoczynając swą długą podróż po krainach mroku i ciemności. Kontakt ze światłością jest wtedy ograniczony, nasza planeta mimowolnie dystansuje się od mocy sprawczej życia. To właśnie wtedy zło za wszelką cenę próbuje spenetrować Ziemię – wykorzystać dar życia na potrzeby koła mroku. Reguły tej gry pomiędzy dobrem a złem trwającej eony są nam znane. Tunel czasocyklowy, który sprowadził cię w ten czas, otworzył się dwa tysiące lat temu. Felek niemal pewien jest, że stało się tak właśnie za sprawą Jezusa. Bogowie Światowida, choć stracili Ziemię z zasięgu bezpośredniego wpływu, starali się przesłać czyste kłębki Boskiej energii, które gdyby zakwitły, mogłyby pomóc w ochronie dobra w tym trudnym, a zarazem kluczowym dla Ziemi okresie. Pojedyncze jednostki to zbyt mało, żeby pokonać mrok w jego pełni, ale mogą one zadziałać jak spowalniacze, czasowo ograniczając rozrost sił ciemności, dając ludziom nadzieję na przetrwanie tej długiej nocy trwającej trzynaście tysięcy siedemset lat. Mimo swej wyjątkowej Boskiej esencji Chrystus świadomie zdał się na łaskę i niełaskę ludzi szarych. Poświęceniem swego życia pomógł czasowo ograniczyć rozrost sił zła w kolejnych tysiącleciach. Nauczał on o miłości, nauczał o jedności, a swoją śmiercią i zmartwychwstaniem ukazał kolejnym pokoleniom potęgę ducha, a nie ciała czy rozumu. Felek kiedyś wyliczył, że tunel w górach otworzyć się musiał w czasie żywota lub śmierci Jezusa. Przypadek to raczej być nie mógł, gdyż dwa milenia temu u nas wielkie zło się wydarzyło. W świecie mroku Chrystusowy promyk jasności zajaśniał, w świecie jasności zło wykwitło, wszystko w równowadze zgodnie z wolą Boga jedynego, Stwórcy wszechrzeczy.

– Wszystko fajnie, ale nauki Jezusa żadną miarą nie pokrywają się z tym, co ty mi tutaj opowiadasz.

– Jezus natchniony Boską mocą mówił, co mówić było trzeba, zrobił, co musiał, aby zło w ryzach trzymać. Z sukcesem swą misyje wykonał, bo oto mimo licznych przeciwności wy, Przyślaki, przetrwaliście kolejnych dwa tysiące lat. A mogłoby was już wcale nie być, bo łatwo na Ziemi wcale być nie mogło, skoro w tym czasie mrok najokrutniejszy panował. Szkoda, że nauki Chrystusa tak często były wypaczane przez szarych, bo iście Boski był to mędrzec, skarb dla ludzkości. 

– A dlaczego wspomniałeś o kalendarzu Majów?

– Ze wszystkich cywilizacji, którym się udało aż do twoich czasów po sobie jakąś wiedzę wartościową pozostawić, to właśnie Majowie najbardziej cykle gwiezdne planet i podróży Światowida wyczuli. Nie wie Felek dokładnie, ile lat pozostało w waszych czasach do powrotu Światowida, przez brak ciągłości kalendarzy, ale jeśli wierzyć domysłom i przepowiedniom, jest to już tylko kwestia dziesięcioleci. Jeżeli kalendarz Majowy jest dobrze obliczony, to rok 2012 był przełomowy. Wyście myśleli, że to koniec świata zwiastuje, ale Felek wydumał na podstawie tego, czego z Robowej głowy się dowiedział, że prawdopodobnie 2012 wyznaczał początek przesilenia, czyli okresu przejściowego. Od tego czasu coraz więcej dobrej energii powoli zacznie napływać na Ziemię. Jest to tak zwane preludium przesilenia cyklu – przejściowy okres powolnego balansowania się mroku i jasności. Siły ciemności nie poddadzą się bez walki. Spróbują wykorzystać swą pozycję ugruntowaną przez milenia, aby przejąć moc Światowida i za sprawą tej wyjątkowej międzygalaktycznej planety będą starały się rozprzestrzenić spaczenie na inne części kosmosu. Jeśli wierzyć prastarym legendom opisującym czasy sprzed setek mileniów, to były w tym Układzie Słonecznym już dwie planety pełne życia, Ziemia jest dopiero trzecią z kolei bazą Rasy krążącą wokół tego Słońca. Poprzednią znasz jako Mars, Rasa musiała ją jednak porzucić, gdyż w cyklu mroku poddała się ona siłom ciemności. Cała energia życia tej niegdyś zielonej planety została skonsumowana przez mrok. Kiedy Światowid znowu odwiedził ten układ planet, na Marsie nie było już ciemności, nie było jasności, nie było nic. W nieznany sposób uśmiercono esencję Mokai, bogini przyrody i życia. Natomiast jeśli chodzi o pierwszą planetę, na której Rasa zadomowiła się w tym Układzie, to znana jest powszechnie jako pas planetoid znajdujący się pomiędzy Marsem a Jowiszem. Na tej nieistniejącej już planecie zło zyskało całkowitą kontrolę i bronią jakąś potężną próbowało szturmować Światowida podczas jego wizyty. Bogowie Rasy Wielkiej w swojej mądrości zniszczyli całą planetę, nie dając złu szans na zaburzenie równowagi w galaktyce. Z Fraptusa na Marsa, a z Marsa na Midgard – Ziemię, tak w dużym uproszczeniu odbywa się kolonizacja Układu Słonecznego przez gości ze Światowida. Na Ziemi Rasie kolonizatorów udało się już przetrwać trzy wielkie cykle, w twoich czasach zbliżacie się do końca czwartego cyklu. 

– Ale to tylko takie legendy? Nie masz ty, Felku, ani trochę pewności czy dowodów, że tak było na pewno.

– Felek nie żyje dość długo, aby sam mógł tego doświadczyć, jako legendę traktować to trzeba. Dobre duszki od dawna na tym świecie żyją, sobie nawzajem różne historie przekazują. Wewnątrz swej sieci dobre duszki kłamać nie potrafią, większość nawet na żartach się nie zna, tylko Felek taki kawalarz, bawidusza. 

Wreszcie drzwi frontowe do rezydencji Mieszkańca zostały otwarte, wszedłem więc do środka wraz z Felkiem schowanym w moim gardle. Budynek był dwupiętrowy, a każde z pięter musiało mieć co najmniej pięć metrów wysokości. Z zewnątrz bez szału – wyglądało to całkiem zwyczajnie, schludnie i estetycznie, ale nic ponadto. 

Tym większe było moje zdziwienie, kiedy w środku okazało się, że pojęcie tapet ma tutaj zupełnie inny wymiar. Mam na myśli to, że dosłownie ściany zdawały się trójwymiarowe. Hol, w którym się znajdowaliśmy, miał „tapetę” lasu. Latały tam ptaki, wiatr wiał pomiędzy gałęziami drzew. Zdawało mi się, że na powrót znalazłem się w lesie, co było iluzją, gdyż idąc w stronę realistycznie wyglądających drzew, uderzyłem się w głowę, bo napotkałem niewidoczną blokadę w postaci ściany budynku. 

Przeszedłem przez korytarz do sali przyjęć Mieszkańca, a tam zmiana tapetowej scenerii. Las zniknął, ustępując miejsca wodnemu krajobrazowi. Musiało to być jakieś większe jezioro, a być może nawet morze. Dzięki otwartej przestrzeni oraz za sprawą jasnej poświaty pomieszczenie wydawało się ogromne, szerokie na kilkaset metrów. To również musiała być iluzja, zapewne po kilku metrach napotkałbym ścianę. Taka oprawa wizualna pomieszczeń zrobiła na mnie duże wrażenie.

W pokoju było kilka mebli, które nieszczególnie pasowały do morskiego krajobrazu. Na środku pomieszczenia stał wielki stół, to właśnie przy nim zasiadał Mieszkaniec. Na stole piętrzyły się jakieś papiery, książki i masa drobnych przedmiotów niedbale rozrzuconych po powierzchni blatu. Część rzeczy wyglądała zagadkowo, nie śmiałem jednak zanudzać Mieszkańca pytaniami. Naczelnik całej osady miał pewnie wiele spraw na głowie. Cieszyłem się, że w ogóle zechciał mnie przyjąć pomimo niezapowiedzianej wizyty. Nie tracąc czasu, w dwóch zdaniach wyjaśniłem, kim jestem i co tu robię. 

– Przyślak? To portal znów otwarty? Bogowie muszą być już blisko. Sława Perunowi. Wysoki na trzy i pół metra Mieszkaniec wstał do mnie ze swojego krzesła. Długie siwe włosy splecione miał w gruby warkocz długości niemal trzech metrów. Warkocz ten wyglądał na nierozplątywany co najmniej od dekady. Fryzura Mieszkańca sprawiała wrażenie tak twardej, że we wprawnych dłoniach z pewnością mogłaby posłużyć jako skuteczna broń pozwalająca utrzymać wrogów na dystans. 

Twarz opiekuna osady była gładka, nie odcisnęły się na niej doświadczenia długiego życia pełnego przygód i trosk. Był w podeszłym wieku, ale jego oczy były młode. Patrzył na mnie z zaciekawieniem. Milczał przez chwilę, po czym powiedział:

– Dopiero tu trafiłeś i mówisz naszym językiem? Coś czuję, że stary pluskwiak gdzieś tu się czai. Wyjdź, wiesz, że w moich progach nic ci nie grozi.

– Phi, pluskwiak? Dobre duszki, konektory esencji, translatory energii, jest tak wiele określeń dla Felka, a ty mi tu z pluskwiakiem… – oburzył się Felek. 

– Aż tak cię bolą symboliczne nazwy, Felku? – wtrąciłem z uśmiechem, szczęśliwy, że w końcu mogę się jakoś odgryźć za te wszystkie Felkowe uszczypliwości.

Mieszkaniec zignorował moją uwagę i zwrócił się do Felka:

– Wybacz, dawno się nie widzieliśmy. Zakładałem, że porzuciłeś swą służbę.

– A prawda, będzie już z ponad siedemdziesiąt cykli, od kiedy ostatni raz sprowadziłem tu Przyślaka – odparł Felek. 

– I przez cały ten czas portal pozostawał nieaktywny? – upewnił się Mieszkaniec.

– Tak, od dziesięcioleci zupełnie nikt się nie pojawił. Jeśli przepowiednie są prawdziwe, to z tego, co wyłapałem od tego tutaj Przyślaka, po tamtej stronie już pierwsze brzaski przesilenia się pojawiają. 

W tym momencie Felek odłączył mnie od tłumaczenia, wysłał jakiś komunikat Mieszkańcowi, a ten odpowiedział mu w niezrozumiałym języku. Po chwili Mieszkaniec kiwnął głową, skierował swe bystre spojrzenie na mnie i powiedział:

– Sława tobie i twemu Rodowi, jeśli rzeczywiście zwiastujesz zmiany, które nadejdą. Powiedz mi szczerze, na jakim etapie powrotu na pradawną ścieżkę znajduje się twoja cywilizacja?

– Hmm, trudne pytanie. Jeśli mam być szczery… – zacząłem.

– Naturalnie, tylko szczery – wtrącił Mieszkaniec.

– Muszę przyznać, że w moich czasach ludzie w przytłaczającej większości nie są świadomi ani przesilenia, ani nadchodzących zmian, ani mocy czy światłości, ani nawet koniunkcji planet zbliżającej się według was w mojej współczesności. Nawet dla mnie, mimo że jestem tutaj i widzę wszystkie te cuda, duża część historii opowiedzianej przez Felka brzmi trochę jak szaleństwo. 

– Większość ludzi jest zagubiona w gonitwie doczesności, mózgownic nie używa tak, jak warto. Są jednak jednostki, które słuszną wiedzę w ten czy inny sposób uzyskały i teraz masami kierować próbują. – Felek dysponował moją wiedzą, czuł się więc kompetentny, aby wtrącić swoje dwanaście groszy. 

– Ludzi uczciwych i honorowych nie brakuje, ale niemal nikt nie ma pojęcia o wielkiej podróży planet czy metafizyce, która dla was zdaje się podstawą – dodałem. – Ludzie są zajęci zaspokajaniem swoich codziennych potrzeb, a co bardziej ambitni skupiają się na długofalowych planach poprawy swojej sytuacji. Społeczność w większości nie ma ochoty, a często też brakuje jej intelektualnych predyspozycji, żeby roztrząsać rzeczywistość na takim poziomie złożoności. Powrót na właściwą ścieżkę, tak jak rozumie ją Felek, wydaje się niemożliwy. Zbyt małe zainteresowanie duszą czy wiecznością, zbyt mały dostęp do drogowskazów wskazujących prawdziwy kierunek, a w dodatku zbyt dużo rozproszeń wpisanych w codzienność. Wiedza powszechnie nauczana nie daje nawet najmniejszych przesłanek do tego, by uważać, że pradawne cywilizacje mogły być bardziej dojrzałe. Zarówno edukacja szkolna, jak i nauczanie religii zachodnich uciekają od metafizyki jako tematu niepewnego, trudnego do zrozumienia, który część ludzi wprawia w zakłopotanie i zniechęca, a innych wytrąca z rytmu konsumpcjonizmu. Konsumpcjonizm jest fundamentalną normą cywilizacyjną, dlatego dystansowanie się od potrzeby posiadania przeważnie postrzegane jest jako szkodliwe społecznie wariactwo – wyjaśniłem. 

– Ech, czyli kolejny raz, nawet po siedemdziesięciu latach, otrzymuję dowód, że szarzy zdominowali populację, alienując was od nauk przodków Rasy Wielkiej. Nie moje to jednak zmartwienie, Bogowie w swej mądrości na pewno znajdą właściwą ścieżkę. Wróćmy do kwestii bieżących. – To mówiąc, Mieszkaniec nakreślił palcami znak w powietrzu i zamknął oczy. W błysku światła w jego dłoni pojawił się okrągły amulet.

– Wierzę, że twoje przybycie tutaj to część nieprzeniknionego Boskiego planu. Jeśli Felek zgodził się ci pomagać, to i ja ci zaufam. Noś ten medalion w widocznym miejscu, a Rasa będzie wiedziała, że działasz w naszym interesie. Pamiętaj jednak, jeśli zaczniesz występować przeciwko życiu, łamiąc prawa przodków naszych, ten podarek będzie robił się coraz cięższy i gorętszy, a ostatecznie wypali ci dziurę w klatce piersiowej. Trzymaj się lepiej dobrej drogi, jeśli chcesz zachować swoje prawa na tych ziemiach. – Po tych słowach potężnie zbudowany Mieszkaniec niezbyt zgrabnie zawiesił medalion na mojej szyi. Prezent zaczął przez chwilę niespokojnie podskakiwać na mojej klatce piersiowej w rytm uderzeń mojego serca, a następnie zatrzymał się spokojnie po lewej stronie. 

– Otrzymasz ode mnie również właściwy ubiór, prowiant na drogę oraz mapę okolicy. Pamiętaj, w tych czasach także jesteśmy coraz bliżej przesilenia. Każda twoja decyzja, nawet z pozoru trywialna, może wpłynąć na układ sił w momencie przybycia Światowida.

– Czy masz dla mnie jakąś radę, gdzie powinienem się udać? – zapytałem.

Mieszkaniec usiadł wygodnie z nogami skrzyżowanymi, głowę uniósł lekko do góry. Zamknął oczy i zaczął delikatnie mruczeć. Trwało to kilka minut. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy nie zakończył już naszej rozmowy. Być może Rasa nie ma w zwyczaju się żegnać? Powiedział, co miał do powiedzenia, i wrócił do swoich spraw, odpłynął w medytacji tak daleko, że nawet nie jest już świadomy mojej obecności. Zachowałem jednak cierpliwość, bo potrzebowałem wskazówek odnośnie do celu, jeśli rzeczywiście miał w tym być ukryty jakiś grubszy powód. W końcu Mieszkaniec poruszył się, a następnie przemówił tymi słowami:

– Droga twoja wiedzie na północ. Na skrzyżowaniu wybierz północ, jednak nie trzymaj się kurczowo żadnego szlaku, zawirowania będą stanowiły ważną część twojej podróży. Bądź otwarty na to, co przyniesie rzeczywistość, i pamiętaj, w pojedynkę nie zbawisz świata, ale to właśnie małe, indywidualne dobra są kluczowe w finalnej walce. Sława niech przyświeca twoim czynom.

– Sława tobie, mądry Mieszkańcu – odparłem naładowany pozytywną energią tej wizyty. 

*

Mieszkaniec, tak jak zapowiedział, podarował mi także nowy ubiór, talony na jedzenie i mapę. Przebrany i zaopatrzony ruszyłem z powrotem w kierunku targu. Budynki w osadzie poświadczały różnorodność etniczną jej mieszkańców. Ze względu na różnice w rozmiarach i użytych materiałach nietrudno było rozpoznać, do kogo należały poszczególne zabudowania. Było tu dość sporo domów zbudowanych z mieszanki kamieni, słomy i gliny. Były niskie i kanciaste, od razu poznałem więc, że musiały służyć ludziom gór. Olbrzymi, ponad trzymetrowi przedstawiciele Rasy mieliby problem, żeby się tam zmieścić nawet po pochyleniu się. 

Budowle Rasy wszystkie były wznoszone z tego samego materiału. Nigdy nie widziałem takiego tworzywa, musiała to być jakaś substancja, która nie przetrwała do naszych czasów. Zdawały się one jaśnieć, absorbując i magazynując promienie słoneczne. Wyglądały przy tym bardzo solidnie. Były proste i estetyczne, na zewnątrz nie znalazłem żadnych dekoracji czy zdobień. 

W centrum osady był ulokowany targ zajmujący kilkaset metrów kwadratowych, który był podzielony na dwie sekcje. Niemal każda lada sprzedażowa składała się z dwóch segmentów. Połowa lady ludzi gór znajdowała się na specjalnym podwyższeniu, tak aby sprzedawca mógł dopasować się do wzrostu swojego klienta. W przypadku stoisk handlowych Rasy druga połowa lady od strony sprzedawcy znajdowała się w rowie, dzięki czemu członek Rasy, obsługując Przyślaków, schodził do dołu ponadmetrowej głębokości, dzięki czemu mógł bez przeszkód rozmawiać z klientem bez wywyższania się. Ten sprytny system musiał być owocem jakiegoś handlowego kompromisu. Wyraźnie pachniało mi to kompleksami, jakie mieli ludzie gór, kiedy musieli wysoko zadzierać głowy, aby handlować z Rasą.

W nowym stroju udałem się do najbliższej jadłodajni, gdzie zamieniłem talon żywnościowy podarowany mi przez Mieszkańca na posiłek. Nie mam pojęcia, co to było, zdałem się w tej kwestii na intuicję Felka. Apetyt miałem niemały, wyostrzony falą nowych przeżyć. Jedzenie wyglądało byle jak, zacząłem więc jeść niepewnie, ale szybko okazało się, że posiłek był niesamowicie smaczny. Zresztą nawet się nie zdziwiłem – jeśli powietrze i woda są tu tak pełne smaku, to jakże jedzenie mogłoby nie być? Zdecydowanie zyskałem na pewności siebie. Z pełnym brzuchem i pasującym ubraniem z łatwością mogłem wtopić się w tłum ludzi kręcących się po targu. Ciągle czułem się dziwacznie w tym nowym-starym świecie, a jednak piękno Natlelo, ciepłe przyjęcie przez Mieszkańca, naszyjnik i błogosławieństwo dodały mi odwagi do działania.

– No to wygląda, Felku, na to, że zaraz sam będę mógł zweryfikować, jak funkcjonuje świat bez pieniędzy – powiedziałem, ciesząc się z kolejnej przygody.

– Tylko szybko, Felek nie lubi gęstych tłumów, zbyt dużo myśli naraz boli Felka. – odpowiedział duszek przytłumionym głosem dochodzącym z wnętrza mojego gardła.

– Co sprzedajesz, mości panie? – zwróciłem się do dobrze zbudowanego Przyślaka mojego wzrostu.

– Handluję świetlikami, przecież widać – odparł szorstko.

– A mógłbyś wyjaśnić, czym są świetliki? Jestem nowy w tych stronach.

– Świetliki jak świetliki, górskie kamienie świecące w ciemnościach.

– Nie mam nic prócz talonu na jedzenie, czy to cię interesuje?

– A czy ja wyglądam, jakby mi jedzenia brakowało? – odburknął i wypiął swój okrągły brzuch wyraźnie niezainteresowany handlowaniem ze mną. 

Lekko zbity z tropu poszedłem dalej. 

– Co powiesz na trochę bratkowego pyłu? – zagadnął mnie jeden górnik.

– A co to takiego ten bratkowy pył?

– Co ty, nie wiesz? Jeszczem takiego górala nie spotkał, co by bratkowego pyłu nie znał. Wciągasz trochę tego pyłu do nosa lub gardła, a przez następne kilka godzin cały świat wydaje się piękniejszy. Spróbuj, na pewno nie pożałujesz – To mówiąc, górnik klepnął się po obwisłym brzuchu.

– Dziękuję, ale tym razem odmówię. Na razie ten świat jest dość fantastyczny i bez dodatkowych wspomagaczy.

Kontynuując przechadzkę, doszedłem do straganów Rasy, gdzie obserwowałem wiele cudownych sytuacji. Wszystko tam żyło i mieniło się wieloma barwami, członkowie Rasy zdawali się stwarzać materię ruchami dłoni, podobnie jak zrobił to Mieszkaniec. 

Ich część targu przepełniona była dziwacznymi stworkami. Uderzające było, że mimo swych rozmiarów niemal wszyscy potrafili poruszać się w gęstym tłumie małych istot z lekkością i gracją. By nie stresować Felka dłużej, niż potrzeba, przyśpieszyłem kroku, nie zatrzymując się zbyt często, mimo że wokół nie brakowało interesujących bodźców, więc pytań miałem naprawdę sporo. 

Nagle zwolniłem kroku, a moje serce zaczęło bić jak szalone. Natlelo zajęta pracą przy jednym ze stoisk przekładała towary pomiędzy skrzyniami.

– Oho. – Felek przerwał milczenie pod wpływem silnych emocji, jakie musiał odebrać z mojej głowy.

– Nie denerwuj się, to zajmie tylko chwilę – zapewniłem.

– Powodzenia.

*

– Cóż za piękny dzień, skoro po raz drugi mogę cieszyć się twoim towarzystwem.

– Och, to ty, miło cię znowu widzieć, po nowym stroju zgaduję, że znalazłeś Mieszkańca – odparła Natlelo, nie przerywając przeglądania zawartości olbrzymiej skrzyni.

– Tak, był niezwykle pomocny. Wiem już, dokąd powinienem się udać.

– Nie wracasz w góry, do swoich?

– Najwyraźniej mam tu coś do zrobienia, dostałem polecenie udać się na północ.

– Zapowiada się świetna przygoda. – Westchnęła z nieskrywaną nutką melancholii.

– Może chcesz wyruszyć ze mną? 

Na moje pytanie Natlelo zareagowała śmiechem.

– Żeby to było takie proste – odparła, po czym zmieniła temat: – Jeśli ruszasz w daleką drogę, to pewnie przyda ci się maść lecznicza. Na twoje szczęście mam coś odpowiedniego. – Sięgnęła do innego kufra i wyjęła słoiczek z maścią.

– Co to takiego?

– To krew gór zmieszana z żywokostem i pariwaną. Znacząco przyśpieszy gojenie się wszelkich ran i stłuczeń. 

– Czy moje stare ubrania wystarczą jako zapłata?

– W zupełności. Będą stanowiły pamiątkę po naszym spotkaniu w mojej kolekcji. Dorzucę ci jeszcze kilka kamieni naświetlających oraz ten oto plecak. Wygląda na to, że masz już całkiem spory bagaż. 

Faktycznie, prócz podarków od Mieszkańca miałem jeszcze bukłak z wodą, pęk kluczy z XXI wieku i zeszyt, który posłużył mi poprzedniej nocy za poduszkę. 

Zdecydowałem się zachować swoje buty. Byłem do nich przyzwyczajony, a przeczuwałem, że w tym świecie czeka mnie wiele chodzenia. 

– Dziękuję za twe hojne dary.

– Nie ma za co. Sława twojej przygodzie, Rob. – Natlelo z uśmiechem i gracją pokłoniła się lekko.

– Sława tobie, Natlelo.

Po tej wielce przyjemnej rozmowie wyszedłem z targu i opuściłem osadę drogą na północ. Felek szybko wyskoczył z mojego gardła.

– Pięknie się dałeś naciągnąć. Jak typowy romantyk.

– Co masz na myśli?

– Wyobraź sobie, że w twoich czasach pojawia się kosmita w swoim kosmicznym skafandrze. Myślisz, że zrobiłby dobry interes, gdyby oddał swój skafander za garść żarówek, smarowidło i reklamówkę z biedronki? Dałeś się naciągnąć pod wpływem jej urzekającego piękna, bratku.

– Możliwe, a jednak jakoś wcale mi nie żal tego mojego „kosmicznego skafandra”.

Felek przekomarzał się ze mną jeszcze przez chwilę, a potem zmieniliśmy temat. Po doświadczeniach w osadzie miałem kilka pytań odnośnie do kultury Rasy.

– Felku, czy mógłbyś mi wytłumaczyć, jak działa ich pismo? Widziałem dziwaczne, bardzo podobne do siebie znaki, czy to ich słowa, litery?

Pismo, którym posługiwali się członkowie Rasy, od razu wydało mi się wyjątkowo nieprzejrzyste. Znaki były do siebie bardzo podobne, niemal identyczne. Wszystkie miały taki sam kształt, składały się z dwóch kwadratów tej samej wielkości nałożonych na siebie. Jeden z nich był obrócony o 45 stopni w taki sposób, że oba kwadraty tworzyły ośmioramienną gwiazdę. Różnice polegały na tym, że niektóre rogi powstałej gwiazdy były zaciemnione, a inne odstawały od reszty figury. Dodatkowo zdarzało się, że niektóre symbole miały rysunek – runę – wewnątrz kwadratów. Znaki ustawione były pionowo, więc założyłem, że czytało się je od góry do dołu, a nie na boki. 

– Wyjaśnić Felek może, ale obawiam się, że twoja mózgownica nie jest dość syntezyjna, aby w pełni pojąć to pismo.

– Syntezyjna? – Słyszałem kiedyś to słowo, ale za nic nie mogłem sobie przypomnieć, co ono oznacza.

– Proces czytania jest tu trochę bardziej złożony niż u was, można powiedzieć – wielopoziomowy. Każdy ze znaków pisma Rasy prócz swojego symbolicznego znaczenia, podobnego do znaczenia liter w waszym alfabecie czy cyfr, ma jeszcze własny niepowtarzalny kolor. Dla ciebie te znaki są czarno-białe i bardzo do siebie podobne, ale dla wszystkich członków Rasy każda gwiazda ma inny kolor, zależnie od tego, czy poszczególne rogi są wypełnione, odstające, czy puste. Dlatego zdania i teksty przypominają barwne mozaiki. Mózgi członków Rasy same dodają kolory w ramach procesu czytania. Można powiedzieć, że każdy ich tekst jest więc również obrazem.

– Czyli Rasa nie czyta, ale jedynie ogląda obrazy?

– Czytają, ale ich mózgi nie odbierają tylko symboli, ale również kolory. Dzięki temu są w stanie czytać i pojmować zarówno szybciej, jak i głębiej niż w ramach waszego systemu. 

– Brzmi to interesująco. A co z cyframi?

– Och, cyfry i liczby również pojmowane są nieco inaczej. Nie są tylko symbolami, mają formę graficzną – to punkty w przestrzeni. Wszystkie liczby rysowane są za pomocą spirali. Wy, Przyślaki, prawie wszyscy pojmujecie liczby liniowo. Jedna linia leci od 0 do nieskończoności, a druga w przeciwległym kierunku: od 0 cofa się do ujemnej nieskończoności. Wszystkie liczby umiejscawiacie na tej liniowej osi liczbowej. Jest to pojmowanie jak najbardziej poprawne, jednak z jego prostotą wiążą się pewne ograniczenia. Rasa patrzy na liczby jako na spirale kolejnych potęg. Na przykład: 1, 2, 3, 4, zakręt o 90stopni, 5, 6, 7, 8, 9, znowu zakręt o 90 stopni, następnie 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16 i znowu zakręt o 90 stopni, a dalej 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25 i znów zakręt. W ten sposób budujesz spirale, nadając liczbom miejsce w przestrzeni. Rozumiesz, o co chodzi? Ten układ liczb, który Felek ci opisał, to najbardziej elementarna spirala liczb kwadratowych. Każdą liczbę da się wyrazić za pomocą odpowiedniej spirali. Oczywiście to nie jest tak, że korzystają tu tylko ze spirali, zwykłe symbole liczb również są stale w użyciu. Prawa arytmetyki są wyjątkowo podobne do waszych. Matematyka jest ponadczasowa i ponadkulturowa. Jeśli Felek miałby wskazać dwie najbardziej zbliżone dziedziny pomiędzy waszą cywilizacją przyszłości a Rasą, to na pewno będzie to muzyka i matematyka. 

– Trochę dziwny ten system. Po co rysować takie spirale, jeśli zapis numeryczny jest szybszy, jednoznaczny i bardziej czytelny?

– To kwestia samego pojmowania liczb. Rasa z racji swych większych zdolności obliczeniowych patrzy na liczby kompleksowo, układając je nie w prostej linii, ale właśnie w spiralach: kwadratów, kolejnych potęg lub w pokrewnych systemach jak choćby spirale liczb pierwszych. Spirala kwadratowa jest zdecydowanie najprostsza. Być może uda ci się zrozumieć, chociaż w niewielkim stopniu, piękno, jakie wynika z takiego postrzegania liczb. Sprawdzę, jak idzie ci liczenie w pamięci. Dwanaście podniesione do kwadratu to?

– Yyy… 144 – odpowiedziałem po dłuższej chwili namysłu. Mnożenie w głowie nigdy nie było moją mocną stroną.

– Dobrze, choć niezbyt szybko. A 88 do kwadratu?

– Nawet nie będę udawał, że jestem w stanie to obliczyć. Do czego zmierzasz, Felku?

– Wynik to 7744. A 112 do kwadratu to 12 544. Jak widzisz, wszystkie te liczby mają taką samą rodzinę – (44). Będzie to prawdą i dla 188, i dla 212, i tak dalej. Jeśli 73 do kwadratu to 5329, wszystkie kolejne liczby: 127, 173, 227 podniesione do potęgi drugiej, podobnie jak 73, również będą miały końcówkę z rodziny 29. Jeśli te i inne bardziej złożone prawa liczbowe opanujesz we właściwy sposób, lepiej dostrzeżesz naturę liczb i łączące je wewnętrzne zależności oraz relacje. Dla tych członków Rasy, którzy zdecydowali się zgłębiać tajniki matematyki, tego typu motywy liczbowe są naturalnym następstwem przestrzennego, a nie linowego pojmowania liczb. Jeśli byłbyś w stanie pojąć piękno matematyki na nieco głębszym poziomie, te spirale jawiłby ci się jako wyjątkowo pomysłowy sposób na pogłębianie wiedzy matematycznej. 

– Ależ to wszystko skomplikowane – odpowiedziałem, a moje myśli popłynęły w inną stronę.

– Rob ciągle do końca nie wierzy w prawdziwość tego świata. W zakamarkach swego umysłu ciągle się zastanawia, czy to jednak nie sen.

– Przekonany na sto procent to będę dopiero wtedy, gdy jutro rano obudzę się w tym samym świecie.

– Raczej nie, Robert podejrzliwy. Nawet jutro będzie snuć różne hipotezy.

– O proszę, to przyszłość też przepowiadasz?

Felek rozświetlił się chwilowo ze śmiechu. Szedłem przed siebie, a duszek bez żadnego wysiłku unosił się kilka metrów od mojej głowy. Słońce powoli zmierzało za horyzont.