Sławne Czasy Roberta Onetwo

Slawne Czasy

Robert Onetwo

Rozdział I

Rozdział I. Początki

Historia opisana na kartach tej książki zaczęła się całkiem nieoczekiwanie. Potrzebowałem chwili wytchnienia od pracy i życia w miejskim zgiełku, więc postanowiłem wyjechać w góry. Plan, który zrodził się w mojej głowie dość spontanicznie, zakładał nocowanie pod gołym niebem na szczycie Giewontu. Coś, co początkowo miało być tylko krótką wyprawą na łono natury, zmieniło się w przygodę, która – nie mam co do tego wątpliwości – całkowicie odmieniła moje życie. 

Rozłożyłem się kilkadziesiąt metrów pod szczytem, aby osłonić się od wiatru. Pogoda okazała się idealna. Mimo obozowania na wysokości niemal dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza nie czułem chłodu, a pełnia księżyca wymalowała przyjemną poświatę na nocnym niebie. Sama wspinaczka nie była męcząca. Rozpierała mnie energia, przez co długo nie mogłem zmrużyć oka. Wyjąłem zeszyt i zacząłem pisać. Nie pamiętam momentu, w którym zapadłem w sen. Musiałem zasnąć w trakcie pisania, gdyż po przebudzeniu okazało się, że zeszyt na notatki świetnie sprawdził się w roli poduszki. 

Spojrzałem na niebo. Resztki mroków nocy roztapiały się w pierwszych promieniach słońca. Zachwyciłem się pięknym widokiem, choć niebo już na pierwszy rzut oka wydało mi się trochę nienaturalne. Wstałem i spojrzałem dookoła. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że obudziłem się w innym miejscu. Zobaczyłem drzewa, których nigdy wcześniej nie widziałem. Zasypiałem w skalistym, typowo górskim terenie, a obudziłem się otoczony zielenią. Krzaki, trawa, a nawet ziemia, na której spałem, wszystko było inne. Zanipokojony, rozejrzałem się po okolicy. Odległość od innych szczytów była taka, jaka powinna być, rozpoznawałem też kształt gór. Dalej byłem w Tatrach. Uzmysłowiłem sobie, że jednak jestem w tym samym miejscu. To ciągle Giewont, tylko krzyż zniknął, a wszystkie szczyty w zasięgu mojego wzroku były porośnięte wysokimi drzewami. 

Albo spałem przez sto lat, albo śpię dalej, a moja senna podświadomość stworzyła ten pejzaż. Poznawałem te góry, chodziłem po nich wielokrotnie. Wszystko wokół było jednak inne, nawet powietrze pachniało piękniej. Tak, to musiał być sen, choć wydawał się wyjątkowo rzeczywisty. – pomyślałem wtedy.

Nagle w odległości dwóch metrów od siebie spostrzegłem coś dziwnego. To była jakaś meduza, mała okrągła kulka świecącej energii lewitująca na wysokości mojej głowy.

– Witaj, przybyszu. – Usłyszałem.

To, że kulka odezwała się do mnie, nie było w tym wszystkim najdziwniejsze. Zastanawiałem się raczej nad tym, jak to możliwe, że nie słyszałem tego przywitania moim uszami, a jednak mój mózg wychwycił to zdanie na jakimś innym poziomie. Przerażony odskoczyłem do tyłu. Kulka, nieszczególnie zbita z tropu, zbliżyła się w moją stronę.

– Dawno już nie miałem gościa, cieszę się, że tu trafiłeś. Odbierasz moje wiadomości? – A po chwili ciszy dodała: – Czuję, że połączenie jest aktywne, wyłapuję twój strach i zmieszanie.

– Czy ty czytasz mi w myślach? – powiedziałem na głos.

– Odbieram emocje i sygnały, które twój mózg wysyła w każdej chwili. Fluktuacja mózgów istot żyjących to moje źródło informacji. Można powiedzieć, że słyszę twoje myśli.

– Skąd znasz mój język?

– Mam pełen dostęp do całej wiedzy, jaką masz w swoim mózgu, dlatego zaabsorbowałem i zreplikowałem język, którym się posługujesz, aby ułatwić nam komunikację. 

– Masz dostęp do całej mojej wiedzy?

– No prawie, trudno byłoby mi teraz wytłumaczyć to dokładniej.

– I mówisz do mnie telepatycznie?

– To nic trudnego. Jeśli skupisz uwagę na komunikacji i wyślesz myśli w moją stronę z intencją, to z pewnością będziesz w stanie komunikować się ze mną bez używania swojego gardła.

– To o czym teraz myślę? – zapytałem zaintrygowany.

– Poznałeś te góry, wiesz, że jesteś w tym samym miejscu na ziemi, w którym zasypiałeś, myślisz teraz „Ja śnię, snem bardzo dziwnym i kłopocząco rzeczywistym”. Dla twojego dobra powiem ci, że się mylisz. 

Kulka przerwała, by po chwili kontynuować:

– Sen w twoim rozumieniu to taka abstrakcyjna koncepcja. Postrzegasz sen jako coś mniej prawdziwego od rzeczywistości. Gdybyś widział mnie we śnie, byłoby to dla ciebie rzeczywiste aż do momentu obudzenia, a po przebudzeniu znikłoby, rozsypując się w twojej świadomości na milion fragmentów. Pozostałoby ci tylko niewyraźne odczucie. A jednak całe twoje życie to taki trochę dłuższy sen, w którym masz możliwość wyboru, podejmujesz decyzje, trwasz w czasie, aż wreszcie życie przeminie i wszystkie twoje doświadczenia rozsypią się na miliony części, a duch popłynie dalej z prądem wszechświata. 

Nie odpowiedziałem, a dziwna świetlista istota tłumaczyła dalej:

– Nie dziwię się, że traktujesz to jako sen. Wszak runęły fundamenty twojej rzeczywistości, harmonia i rutyna codzienności legły w gruzach, a prawa rządzące rzeczywistością zostały zawieszone tak samo jak we śnie. Pamiętaj tylko, że śmierć tutaj oznacza śmierć rzeczywistą, równoznaczną tej, której doświadczyłbyś w swoich czasach. Widziałem już wielu, którzy byli tak przekonani o nierzeczywistości tego, czego tu doświadczają, że pod wpływem impulsu lekkomyślnie dążyli do samounicestwienia. 

– I znasz całą moją przeszłość? – zapytałem wreszcie.

– Zgadza się. Czuję, że potrzebujesz dowodu. Nic prostszego. Masz piątkę rodzeństwa, jesteś najstarszy. Twoją ulubioną zabawką w dzieciństwie był pluszowy goryl. Obecnie pracujesz w IT, a hasło do twojego banku to: ?Interregio59.

Wszystko się zgadzało.

– To brzmi absurdalnie… ale dobra, lepiej zagram po twojemu. Jeśli mam rację i to sen, to i tak się obudzę, a jeśli ty masz rację, to wolę cię posłuchać. Powiesz mi w takim razie, gdzie jestem?

– W przeszłości. Nie wiem dokładnie jak dawnej, ze względu na różnice w kalendarzach, którymi się posługujemy, jest to trudne do oszacowania. W przybliżeniu będzie to pewnie około dwunastu tysięcy cykli podróży Ziemi wokół Słońca.

– Dwanaście tysięcy lat? To chyba jakiś żart, przecież to były czasy jaskiniowców – zaprotestowałem zdumiony.

– Jak by ci to zakomunikować. No niestety… w twojej głowie widziałem wiele błędnych myśli i informacji. Twoja fałszywa wiedza na temat przeszłości zostanie szybko zweryfikowana, dla własnego dobra radziłbym ci nie przywiązywać zbyt dużej wagi do swojej „wiedzy” historycznej.

– Mogę spróbować. Kiedyś rzeczywiście czytałem, że są jakieś inne wersje historii niedopuszczane przez naukę głównego nurtu. Przewidywanie, co zdarzyło się dziesięć czy dwanaście tysięcy lat temu, jest bliższe wróżeniu z fusów niż rzetelnej nauce. A powiesz mi w takim razie, czym ty jesteś?

– Podobnie jak ty, jestem bytem energii, tylko – jak widzisz – zamieszkuję trochę mniej skomplikowane pudełko. Wybiorę sobie jakieś imię, żeby łatwiej było ci się do mnie zwracać. Możesz mówić na mnie… Felek. Tak, Felek dobry duszek.

– Miło mi poznać. Ja mam na imię Robert, ale to już pewnie wiesz – przedstawiłem się. 

– Felek wie też, że wolisz, jak zwracają się do ciebie Rob.

– W jaki sposób się ze mną komunikujesz, Felku? 

– Używając zasobów twojego mózgu, Felek wysyła ci bezpośrednio sygnały energetyczne, które Twój umysł traktuje tak, jakbyś słyszał słowa. Można powiedzieć, że Felek omija Twoje uszy i kieruje sygnały wprost do umysłu. W komunikacji z tobą jestem jednak ograniczony do twojej wiedzy i pojmowania, dlatego też na początku nie wszystko będę w stanie ci wyjaśnić. Musisz wiele poznać, wiele doświadczyć i zrozumieć, aby w twojej głowie pojawił się właściwy obraz rzeczywistości, w której przyjdzie ci teraz żyć. 

– I to wszystko jest dla ciebie, Felku, normalne?

– Tak. Cieszy Felka sam fakt, że pragniesz słuchać, na początku to wystarczy. Felek czuje, że Ty obyty w tworzeniu myśli. Z niektórymi Przyślakami, co byli tu przed tobą, trudno było się komunikować, ich kanały myślowe były tak płytkie, a umysły ociężałe, niby ludzie, a prawie jak zwierzęta. Jeść, pić, spać i się rozmnażać. Felka męczyły takie Przyślaki. Ty jesteś wolny, Rob ciekawy. Wiele cykli Felek czekał na nowego przybysza, dobrze, że trafił się taki z wartką głową. 

– Jak się tu znalazłem? Nigdy nie zabiegałem o taki transfer czasowy.

– Znalazłeś się w pobliżu tunelu czasowo-cyklowego w momencie jego aktywacji. Nie myśl, że zdarzyło się to przypadkiem. Od wielu lat tunel był nieaktywny, uśpiony, niesprawny, a jednak ciebie przepuścił, chociaż nawet nie starałeś się go obudzić. Musi być powód.

– Mieszkasz w tych górach? 

– Już od ponad dwóch tysięcy cykli Ziemi Felek opiekuje się przybyszami z tunelu. Jeszcze nawet tysiąc cykli temu ludzie ściągali tu całymi grupami. Potem coraz rzadziej, coraz mniej, aż w końcu pustka, prawie wcale nie ma gości z przyszłości.

– Kto decyduje o tym transferze?

– Tego Felek nie wie. Znam trochę ten świat, a dzięki informacjom pozyskanym od przybyszów mam też pojęcie o waszym świecie przyszłości, ale o rzeczywistości pomiędzy dwoma światami Felkowi niewiele wiadomo. Ważna musi być rola tuneli, ale trudna do odgadnięcia.

– Czy mogę jakoś wrócić do siebie?

– Dawno zdarzali się tacy, co próbowali. Koczowali na tej górze całymi latami, ale nikomu się wrócić nie udało. W jedną stronę ten tunel musi tylko działać.

– Opowiedz mi o tej krainie. Czy są tu jacyś ludzie? Potwory? Dzikie zwierzęta lub inne duszki jak ty?

– Oczywiście, jak mogłoby ich nie być? Rob myślał, że my tu sami będziemy? Nic wy, Przyślaki, już o naszych czasach nie wiecie. Wiele o historii będziesz musiał pojąć. Obecne społeczności tak dużo wysiłku wkładają, by opisać szlak, który stworzyły, i oznakować drogę kolejnym pokoleniom. A Felek tylko zbiera od Przyślaków z tunelu dowody klęski obecnej cywilizacji. Nikt z przyszłości o nich nie wie, nikt ich nie pamięta, nikt nie uczy się z ich doświadczeń. Teraz oni tacy dumni i potężni, a za marne dziesięć tysięcy lat zapomniani i wyklęci, całkiem nieistniejący, i nawet nie wiadomo, jaka była przyczyna ich upadku.

– Czyli są tu cywilizowane społeczności? A jakie jest nastawienie obecnych ludzi do przybyszów z przyszłości? Czy jestem w niebezpieczeństwie? Jeśli w moich czasach pojawiłby się ktoś z przyszłości, to gdyby schwytały go władze, niechybnie zostałby uwięziony w jakimś podziemnym laboratorium i nigdy by go już nie opuścił.

– Zawsze niebezpieczeństwo grozić może, bez ryzyka nie można by docenić daru bycia. Ale nie bój się, obecni ludzie widzieli wiele dziwniejszych rzeczy od ciebie. Najpewniej będą cię ignorować, traktując jak niewiele wartą muchę bez wglądu w esencję świadomości. Felek zgadywać nie zamierza, jak cię przyjmą, czas pokaże.

Felek zrobił krótką przerwę, po czym zaczął mi wyjaśniać:

– Dominujące społeczeństwo tworzy Rasa. Każda społeczność Rasy, choć spójna, gatunkowo jest mocno autonomiczna w ramach własnego Rodu, okręgu, grodu czy osady, jednak wszystkie żyją ze sobą we względnym pokoju i poszanowaniu. Jeśli spotkasz członków Rasy, to na pewno nie pomylisz ich z innymi Przyślakami, których w tej okolicy sporo. Przyślaki to, podobnie jak Rob, przybysze z przyszłości, którzy od setek lub tysięcy lat żyją i rozmnażają się w tej rzeczywistości. Według obecnych kryteriów nazewnictwa jesteś więc Przyślakiem. Rasa jest pokojowo nastawiona i pozwala małym ludziom przyszłych czasów osiedlać się w wysokich górach. Mają wolność, o ile nie zbliżają się do osad Rasy. Mieszanie się społeczeństw jest zabronione jako sprzeczne z naukami przodków. Jest jeszcze wiele innych bytów, długo by opowiadać. 

 – A co z językiem? Chyba nie każdy tutaj potrafi komunikować się bezpośrednio jak ty?

– Języków jest wiele, ale żaden z nich nie jest zbliżony do tych dwóch, którymi ty potrafisz operować. Na twoje szczęście, dopóki Felek będzie koło ciebie, może pełnić funkcję tłumacza w czasie rzeczywistym. Komunikacja to moja specjalność, znam niemal wszystkie języki, a od dawna nie miałem okazji ich używać. Felek od tysięcy lat nad tunelem pieczę trzyma, wszystkie Przyślaki są pod moją opieką. Jeśli taka twoja wola, to Felek będzie ci towarzyszył. Spędziłem ponad siedemdziesiąt cztery cykle, wyczekując na tym szczycie na kolejnego gościa, cierpię na deficyt przygód. A tłumacz z Felka nie byle jaki. Nie dość, że wszystkie słowa będzie w czasie rzeczywistym tłumaczył z teraźniejszych języków na ten, którym ty się posługujesz, to jeszcze tak dostroję gardło, że myśli, które zdecydujesz się wypowiedzieć do tutejszych istot, będą rozbrzmiewały w doskonale czystym dialekcie ich mowy. 

– Czy jesteś nieśmiertelny?

– Felek równie śmiertelny co i Rob.

– Nie boisz się ludzi z przyszłości? 

– Felek mało innym ufa, jeśli coś mnie wystraszy, mogę się schować. – To mówiąc, Felek w jednej chwili zniknął mi z oczu. Momentalnie poczułem dziwne gilgotanie w gardle.

– Felek chowa się w pudełkach innych bytów. Jeśli schowam się w twoim gardle jak teraz, to dalej będziemy mogli rozmawiać, a w dodatku, jak już wspomniałem, mogę odgrywać rolę tłumacza pomiędzy tobą a światem zewnętrznym, przy okazji będąc bezpiecznie ukryty.

– Często zdarza ci się chować w innych ciałach?

– To mój jedyny mechanizm obronny, ale przyznasz, że jest dość skuteczny. Nawet w tych górach bywają istoty, dla których Felek byłby łakomym kąskiem. Felek nie potrafi walczyć. Dla dobrych duszków zabijanie, nawet w obronie własnej, jest nie do przyjęcia, dlatego Felek woli znikalność. Nie pokonam fizycznie zła, ale przetrwam poza dylematem działania. 

– Kamuflaż lepszy niż odwaga?

– Na pewno bezpieczniejszy.

– A jak ja mam sobie radzić, kiedy ty będziesz znikał?

– Felek nie ma wszystkich odpowiedzi, sam najlepiej powinieneś znać możliwości swojego ciała. 

– Mówiłeś o śmierci, jakby to nie był koniec, a jedynie kolejny sen, sam jednak twierdzisz, że żyjesz ponad dwa tysiące lat, i w trosce o własne bezpieczeństwo chowasz się w razie kłopotów. To jak to jest?

– Popatrz na naturę dookoła ciebie. Wszystkie formy życia mają swoją wolę trwania. Atak na tę wolę jest jak okaleczenie ducha. Nie unicestwisz swojej duszy, jeśli targniesz się na obecne pudełko, ale trwale uszkodzisz umiłowanie życia, a to właśnie przez spirale różnych form egzystencji wiedzie droga do jednoczącego poznania rzeczywistości. Wspinając się po spirali kolejnych wcieleń, możemy dostrzec jedność wszelkiego bytu, ale warunkiem koniecznym jest umiłowanie życia. Strach przed śmiercią jest błędem, wszak śmierć nie jest końcem, ale to nie oznacza, że warto dążyć do unicestwienia. Radowanie się każdą chwilą, przejawianie woli życia w każdym momencie, to esencja duchowego rozwoju. Jeśli będziesz trwał w czasie w jedności z życiem, to w kolejnych wcieleniach zbliżysz się do urzeczywistnienia pierwotnej natury bytu. Brak szacunku do życia spycha dusze na peryferie świadomości. Oderwanie od naturalnego umiłowania wszelkiego istnienia sprawia, że wkraczamy na niebezpieczny teren pełen licznych pułapek. 

Od jego paplaniny rozbolała mnie głowa. Musiał to wyczuć, bo duszek przerwał i zapytał:

– Czy to, co Felek mówi, ma dla ciebie sens?

– Rozumiem słowa, które mi przekazujesz. Nie wiem, jak blisko jestem uchwycenia sensu tych twoich myśli. U nas takie dywagacje to metafizyka, która odgrywa znikomą rolę w naszej kulturze czy edukacji. Prym w społeczeństwie wiedzie realizm poznawczy. Wierzymy w to, co możemy sprawdzić i udowodnić.

– To bardzo ograniczające podejście. Wszak macie tylko sześć zmysłów i płytkie zdolności intelektualne. Społeczeństwo zamknięte w takich wąskich ramach jawi się Felkowi jak akrobata z kilkutonową kulą u nogi. Czy naprawdę tak abstrakcyjne byłoby dla was, że wszechświat pełen jest różnorodnych form bytów, daleko wykraczających poza ludzkie zrozumienie? Wszak możecie zaobserwować tyle istnień mniej od was świadomych. Skąd pomysł, że nie ma nikogo ponad wami?

Duszek był w stanie przekazywać swą treść znacznie szybciej, niż gdyby rzeczywiście mówił. Mój mózg nie był gotowy na tak sytą porcje informacji. Czułem się tak, jakbym zakrztusił się przepływem danych. Głowa mi pękała i upadłem na kolana. W myślach miałem chaos.

– To Felka wina? Och, przepraszam, Felek wyrządził ci krzywdę? Tak już faktycznie bywało, niektóre Przyślaki chorowały, kiedy Felek rozmawiał z nimi, znajdując się w ich gardłach. Mózgownice wasze nie wyrabiają. Jeśli nie widzicie Felka na zewnątrz, jako osobnego bytu, waszym umysłom wydaje się, że rozmawiacie sami ze sobą, co może prowadzić nie tylko do bólu głowy, ale i do szaleństwa. Lepiej będzie, jak będziemy rozmawiać tylko wtedy, kiedy będę unosił się na zewnątrz. Znajdując się w twoim gardle, ograniczy się do tłumaczenia. To powinno zaradzić na twoje bóle głowy. 

W dalszym ciągu staliśmy na szczycie. Ból głowy rzeczywiście minął, ale pytania dalej napływały całymi chmarami. Każda odpowiedź Felka rodziła kolejne wątpliwości, a każda porcja nowych informacji od tej jasnej kulki trzęsła fundamentami mojego umysłu.

– Czyli komunikujesz się ze mną za pomocą mojego własnego mózgu?

– Można tak rzec. Felek potrafi sterować mózgami, podobnie jak robisz to ty. Jeśli chcesz, możesz siłą woli kierować swe myśli na określone tory rozumowania.

– Czyli myślisz podobnie do mnie?

– Felek myśli po swojemu. Nigdy nie byłbyś w stanie używać swojej małej mózgownicy z takim rozmachem, z jakim Felek używa swojej świetlistości. Ale za to Felek uniwersalny jegomość, potrafi zejść do twojego poziomu, aby za pomocą twoich własnych kanałów myślowych, słów i symboli, których używasz, nawiązać komunikację. 

– I potrafisz się tak komunikować ze wszystkimi? Z ludźmi z przyszłości, Rasą czy innymi istotami żyjącymi w tym świecie?

– Komunikować Felek potrafi się prawie ze wszystkimi. Ale tylko umysły mniej świadomych bytów zaabsorbować może w całości, tak jak twój czy innych Przyślaków.

– Co stało się z innymi gośćmi z przyszłości, którzy przepłynęli przez tunel i trafili pod twoją opiekę?

– Kiedyś Felek odprowadzał ich całymi grupami do kopalni, tam pokazywałem podstawy życia w nowym świecie, a potem powracałem na szczyt oczekiwać na kolejnych gości. Tunel przepuszcza Przyślaków tylko wtedy, kiedy księżyc jest w pełni. Dlatego nawet dawniej, gdy więcej gości przez portal przechodziło, zawsze miałem dużo czasu na opiekę nad przybyszami i pomaganie im, by zaaklimatyzowali się w tym świecie. Pewnego razu podczas pełni aż czterdzieści osób przedostało się tunelem na drugą stronę w trakcie jednego księżyca. Ale przez ostatnie kilkaset lat tylko pojedyncze sztuki się trafiały. 

Słońce wschodziło coraz wyżej. Felek zaproponował, abyśmy ruszali w drogę do najbliższej osady.